..

RSS
piątek, 29 sierpnia 2014

 

 

Z głębokim żalem zawiadamiam, iż po południu dnia 18 sierpnia po długiej i ciężkiej chorobie nowotworowej odszedł od nas mój Tata - BOHDAN KARAŚ. Uroczystości żałobne odbyły się 21 sierpnia w kościele przy ul. Miłej. Tata został pochowany na cmentarzu na Firleju.

 

Na wstępie pragnę przeprosić wszystkich, szczególnie tych, którzy o tym fakcie dowiadują się dopiero teraz, że nie odezwałam się tutaj wcześniej. Nie było i nie jest mi łatwo pisać tego bloga. Tym bardziej, że nie jest to kolejny odcinek walki, taki jak zdarzyło mi się już tutaj pisać, a ostatni...

Tata przez wiele lat, dzień w dzień poświęcał czas temu blogowi. Uwielbiał pisać, a blogowanie stało się jego pasją. Na początku strona ta była poświęcona głównie polityce, później gdy okazało się, że wykryto u Taty nowotwór, postanowił go przekształcić. Nie chciał rezygnować z bloga, więc postanowił pisać o swoich zmaganiach z chorobą. Tym samym stał się motywatorem wielu osób z całej Polski, zmagających się z podobnymi przypadłościami. Z dnia na dzień liczba odsłon, czytelników wzrastała. Jednocześnie powiększała się drużyna Taty, drużyna walki z rakiem ! Tysiące komentarzy, smsów, telefonów od rodziny bliższej, dalszej, przyjaciół, znajomych, ale też internautów pomagały Tacie w tej ciężkiej dla Niego rywalizacji. Dodawaliście Państwo ogromnej wiary, siły i otuchy! Wielokrotnie Tata mówił z uśmiechem o Waszych słowach wsparcia. Ten blog i Nasza drużyna były jego motorem napędowym do dalszego działania.

Nigdy nie zapomnę chwili, gdy Tata poinformował mnie, że wykryto u Niego nowotwór złośliwy. Zaczęłam płakać, załamałam się. Tata przytulił mnie i powiedział, że to nie koniec świata, ,,nigdzie się nie wybieram, będę walczył i głęboko wierzę, że pokonam chorobę, ale do tego będzie potrzebny mi Twój uśmiech, Twoja wiara. Musisz przekazywać mi pozytywną energię tak jak zawsze! Nic się w tej kwestii nie zmienia. Obiecaj mi, że nie będziesz już płakała.'' Pomyślałam kurcze, to teoretycznie Tata powinien płakać, załamać się. Tymczasem to On MNIE pocieszał! Już od samego początku przyjął wyzwanie. Głęboka i szczera wiara nie opuszczały Go na krok. Tak wiele zniósł, widziałam jak cierpiał, te wielokrotne wizyty w szpitalu, to wszystko... Tego nie da się opisać słowami. Kiedy widziałam jak cierpiał, cierpiała moja dusza. Mimo wszystko mogę śmiało powiedzieć - wierzyłam razem z Tatą i Mamą jak nikt nigdy na świecie. Warto wspomnieć, że Tata na zadawane mu licznie pytania : ,,Jak się czujesz?'',, ,Jak jest?'' zawsze odpowiadał ,,Nie jest źle''. Nigdy nie powiedział, że nie daje rady, że mu fatalnie, choć my wiemy, możemy się domyślać jak było w rzeczywistości, jaki ból był nie do zniesienia. Godnie znosił cierpienia, jak to się mówi, po męsku przyjmował wszystkie ,,wyzwania'' na klatę. Jak prawdziwy BOHATER.

Nie można powiedzieć, że leczenie do głębi zawiodło, że nie miało sensu. Na pewno nie. Przecież Tata wyleczył nowotwór gardła CAŁKOWICIE ! To był już Jego i NASZ mały wielki sukces!

Tutaj pragnę zwrócić się w stronę lekarzy prowadzących Taty ze szpitala w Warszawie w Centrum Onkologii, ale też w Radomiu. Po prostu dziękuję. 

Muszę też skierować słowa do wszystkich chorych odwiedzających ten blog, szukających tu wsparcia, pomocy. Pamiętajcie, że bez względu na to co się stało, nie traćcie nadziei, wiary, walczcie bo WARTO! Pamiętajcie, że żyjecie też dla innych ! Dla swoich rodzin, bliskich. Pokażcie temu paskudztwu kto tu rządzi!!! Nie można się poddać tak po prostu! Wiara potrafi czynić cuda.

Gdzieś słyszałam bardzo miłe słowa o Tacie ,,był lekarzem ludzkich dusz'', ,,budował mosty a nie mury'' i wiele wiele innych. To naprawdę piękne, ale i jakże prawdziwe. Nie wiecie Państwo jak przyjemnie jest czytać mi takie słowa o własnym Tacie. Zawsze był dla mnie wzorem do naśladowania, od najmłodszych lat. WIELKI CZŁOWIEK. Ale i wymarzony TATA. Zdecydowanie. Dawał mi zawsze wszystko to co najlepszego miał w sobie. Wielokrotnie mówiłam i mówię o Nim jako mój własny drogowskaz. Nikt mnie tak nie rozumiał jak Tata. Zawsze mówił, że nadajemy na tych samych falach, co było prawdą. Często nie musieliśmy nic mówić, aby się zrozumieć. Ciężko jest zrozumieć i pogodzić się z tym co się stało...

Jeszcze raz naprawdę z całego serca w imieniu moim, Mamy ale i TATY dziękuję Wam wszystkich! Rodzinie, bliskim, przyjaciołom, znajomym, internautom... Za te 1,5 roku! Za Wasze ciepłe słowa, trzymanie kciuków, wiarę, wspieranie Taty w trudnych dla Niego chwilach! Za Waszą pomoc, nie sposób wymienić wszystkich! Wiele ułatwiliście naprawdę. Dziękuję przede wszystkim za to, że byliście! Byliście w Naszej drużynie od początku aż po sam koniec!

,,PRAWDZIWA MIŁOŚĆ NIGDY NIE UMIERA...''

 

 

Na zawsze w naszych sercach...

14:34, bohdankaras
Link Komentarze (5) »
piątek, 15 sierpnia 2014

Wczoraj znowu dało się nieźle pospać i  część przypadlości albo odeszła, albo też wydatnie zmalała, choć i tak pozostało jeszcze  sporo. Gardło np. ciągle zawiera grzyby i pleśniawki, ale znowu lepiej  zaczynam łykać. Ale wreszcie łóżko jest dostępne, a smarowane odleżyny przestają powodować cierpienie. Natomiast sen skraca mi z  kolei zbyt szybkie zasychanie jamy ustnej,

Rzadsze ostatnio pisanie na blogu spowodowało na początku tego tygodnia, prawdziwą lawinę odwiedzin w domu.. Pewnie też znowu poszedł cynk, że się gdzieś wybieram... Teraz czas powalczyć o odzyskanie sił.

11:08, bohdankaras
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Nie wiem czemu sobotnia notka się nie zapisał.Cóż, nieuwaga pewnie... Slaby jestem po tej pier5wszje nowej chemii i tak jeszcze bardziej. Nad ranem z wakacji powróciła córka co mnie tez ucieszyło.  Miała dwa tygodnie pogody na polskim Bałtykiem... Poza tym różne chwile, ale łatwo nie jest...

14:06, bohdankaras
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 sierpnia 2014

Wizyta w szpitalu umordowała mnie okropnie. Badania krwi były ok., ale chemii nie otrzymałem, bo zdaniem Pni Doktor zagrzybienie jamy ustnej, które doszło po pierwszej dawce jest zbyt duże. Poza tym słabuję, więc nadal meldunki są krótkie.

22:41, bohdankaras
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 sierpnia 2014

Notki wciąż krótsze, wszak mamy wakacje. A tak naprawdę ciągle słaby jestem.Nie mam też żadnych dobrych wiadomości, za ro seryjnie przychodzą bardzo złe. WE ostatnich odbyły się dwa pogrzeby bliskich wujków ze strony Mamy. Bez mojego udziału rzecz jasna. Ech....

Wczoraj zrobiłem prześwietlenie płuc, dziś jadę na Józefów na chemię. Trochę słaby na te wyjazdy jestem, wczoraj jakoś dałem rad,ę. Muszę załatwić, aby te zastrzyki w domu przyjmować...

 

07:02, bohdankaras
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 sierpnia 2014

Te upały, choć w domu może ich tak nie czuć stanowczo nie są dla mnie dobre. PO chemii nadal szwankuje buzia, pogadać z nikim nie mogę, bardziej na migi się do żony zwracam. Najgorsze, że samochodu jeszcze nie ma, żona musi jutro iść do pracy a ja slabiusieńki po tej chemii, stąd blogi ograniczam tylko do niezbędnego minimum. Trzymajcie kciuki!

21:21, bohdankaras
Link Komentarze (3) »
piątek, 01 sierpnia 2014

Bardzo ciężki dzień. Po chemii słaby jak niemowlę, na dodatek u mnie na działce była potworna duchota. Poza tym po chemii znowu w jamie ustnej zaczęło się psuć, a przecież i tak nie miałem apetytu. Stąd notka będzie tylko tak krótka...

22:19, bohdankaras
Link Dodaj komentarz »