Zakładki:
WARTO ZAJRZEĆ
![]() |
środa, 16 maja 2012
Renesans popularności mojego bloga! Ostatnie wpisy mocno poprawiły frekwencję, a to cieszy, bo poprzedni tydzień był raczej słaby, gdyż liczba Czytelników nie przekroczyła w nim 5 tysięcy. No to prawie wszystko jasne w sprawie spóźnionych wniosków o dofinansowanie w ramach programu "Cyfrowa szkoła". Prezydent ukarał trzy osoby, w tym jedną zwolnił z pracy. Oszczędził kompletnie swego zastępcę Ryszarda Fałka, uznając widocznie, że wina była na wszystkich szczeblach, tylko nie na tym. Dramatycznie wypadły konsultacje społeczne dotyczące miejsca lokalizacji filharmonii. Praktycznie zero zainteresowania ze strony mieszkańców - na sali byli przede wszystkim radni, miejscy urzędnicy, prezydent Andrzej Kosztowniak, senator Wojciech Skurkiewicz, radny sejmiku Leszek Rejmer, prezesi spółek miejskich: Karol Frieman (Administrator), Mariusz Mróz (Rewitalizacja) oraz Wojciech Ścibor, zastępca dyrektora MOSiR, Maciej Żółtowski, dyrektor Radomskiej Orkiestry Kameralnej, kilku przedstawicieli Bractwa Rowerowego, Grażyna Łuba, szefowa Radomskiego Stowarzyszenia Pokoleń, pokrzykująca z miejsca co chwila i dosłownie kilka innych osób, których raczej nie znam. Całości dopełnili liczni dziennikarze, dzięki czemu sala USC choć po części się wypełniła (bardzo przepraszam, jeżeli o czymś zapomniałem). Dyskusji też wielkiej nie było poza baaaardzo długimi wystąpieniami prezydenta Andrzeja Kosztowniaka i radnego PiS Sławomira Adamca. Można było zresztą odnieść wrażenia (przynajmniej ja takowe odniosłem), iż całe to spotkanie zorganizowane zostało w wyniku presji drugiego z wymienionych który jest bezkrytycznym entuzjastą budowy filharmonii w systemie "tu i teraz", na władze miasta. W wystąpieniu radnego nie zabrakło także wątków tabloidowych - zauważył on mianowicie, że na koncerty np. Radomskiej Orkiestry Kameralnej politycy chodzą przede wszystkim w kampanii wyborczej i część z nich nawet się zachować nie potrafi. To taki trochę plotkarski "smaczek", natomiast złośliwi radni opozycji liczyli w wypowiedziach prezydenta i radnego, ile razy nawzajem sobie dziękowali. :) Samych propozycji lokalizacji filharmonii przedstawiono kilkanaście, lepszych i gorszych (kilka było naprawdę sensownych). Ja starannie przygotowałem się do dyskusji, ale głosu nie zabrałem. Nie zależy mi kompletnie na wystąpieniach, które tylko zostaną odnotowane w protokole i mediach, a do tego typu spotkań, to dzisiejsze, mimo zapewne większych oczekiwań nas wszystkich, przynajmniej pod kątem zebrania opinii mieszkańców, należało. To duży zawód, ale pewnie jest tego jakaś przyczyna. Wobec braku wypowiedzi ze strony radomian, główną ideą tego spotkania pozostała prezentacja wszystkich dotychczas zgłoszonych lokalizacji. W samej skromnej dyskusji poza żarliwym i bardzo "profilharmonijnym" wystąpieniem radnego Adamca, na uwagę zasłużyła jedynie wypowiedź ROK Macieja Żółtowskiego, który przedstawił orientacyjne koszty utrzymania filharmonii. Z opozycji zaś głos zabrał jedynie radny Wiesław Wędzonka, który pytal o szczgeóły i koszty przedsięwzięcia, bo to jego zdaniem stanowiło pozycje wyjściową do dyskusji, czy w ogóle filharmonię w najbliższych latach powinniśmy budować. Tu jednak nie do konca zgodził się prezydent, któretgo zdaniem było to pierwsze z cyklu spotkan na ten temat. Dodam tylko, że ja przygotowując się do tego spotkania w zasobach internetowych znalazłem dane, mówiące o tym, że taki gips kosztowałby 4-6 milionów zlotych rocznie. Każdy niech sam sobie odpowie czy to dużo czy mało... Reasumując - tak naprawdę to spotkanie niczego nowego nie wniosło, nie zakończyło się tez żadnymi ustaleniami, choć tu prezydent sam się wypowiadal, że chciałby, aby miejsce lokalizacji wylonić do końca roku. Przewidywany początek budowy jego zdaniem to lata 2018-2019 z dwu, a może nawet trzyletnim okresem wznoszenia inwestycji. Oczywiście przy znacznym wsparciu środków zewnętrznych. Konia z rzędem jednak temu, kto przewidzi, kto będzie wtedy rządził miastem, województwem krajem i jakie będą wówczas koncepcje na miasto. Moje zdanie jednak jest takie, że bez względu na termin realizacji inwestycji, warto rozmawiać o jej lokalizacji, więc tak do końca jako niepotrzebnego tego dzisiejszego spotkania nia traktuję. Aby jednak nie zanudzać Czytelników jednym tematem, powrócę do niego w jednej z przyszłych notek. Bardzo interesujący wpis na blogu Dariusza Wójcika. PiS zrobił sondaż w mieście, z którego wynika układ mandatów w radzie miejskiej, gdyby wybory odbyły się teraz. Oto wyniki sondażu przeprowadzonego przez PiS: Prawo i Sprawiedliwość – 15 mandatów Sojusz Lewicy Demokratycznej – 5 mandatów Platforma Obywatelska – 5 mandatów Polskie Stronnictwo Ludowe – 1 mandat Ruch Poparcia Palikota – 1 mandat Radomianie Razem/Kocham Radom – 1 mandat. Jak niespecjalnie wierzę w sondaże, tak ten leje miód na moje serce. Drugie miejsce za PiS, to bardzo przyjemna wiadomość, zwłaszcza, że sondaże robione dla PiS, zwykle preferują PiS, tak jak sondaże zamawiane przez PO poprawiają humor Platformie etc. Prawdziwy hit zapowiada przewodniczący na jutro - otóż odgraża sie opublikowaniem wyników sondażu dotyczącego rozpoznawalności samorządowców. Nie wiem, jak tam wypadłem, ale nie mam z tym problemu, bo na ulicy co chwila zaczepiają mnie (w dobrym słowa znaczeniu) mieszkańcy. No więc chyba rozpoznawalny jestem. Air Show zostaje w Radomiu. Powiem szczerze, że gdyby było inaczej, a pretendowały - z całym szacunkiem bo znam te lotniska - Powidz i Dęblin, to byłby to skandal, a ja chyba albo ogłosiłbym strajk głodowy (bo mam z czego zrzucać), albo przykuł się do jakiejś klamki w ministerstwie... Prezydent Radomia Andrzej Kosztowniak zabrał na swoim blogu głos w sprawie wniosków o dofinansowane programu "Cyfrowa szkoła", które przepadły u wojewody z powodu zbyt późnego ich dostarczenia. Szef magistratu pisze m.in.: Sytuacja z nieterminowym dostarczeniem wniosków do programu „Cyfrowa szkoła” jest niedopuszczalna. Nie wiem czy zabrakło komuś wyobraźni czy przyczyny są inne. Oczekuję przedstawienia przez osoby odpowiedzialne informacji wyjaśniających całą smutną sytuację. Tego typu niedopatrzenie nie może pozostać bez konsekwencji. Jednocześnie proszę, aby nie formułować zarzutów wobec wszystkich osób, które w Urzędzie są odpowiedzialne za przygotowywanie wniosków. Nie można przy okazji tego wyjątkowego przypadku formułować uogólnień czy też pokazywać tej sytuacji jako „normę”. Osoby piszące wnioski o dofinansowanie niejednokrotnie udowodniły, że potrafią wykonywać swoją pracę, o czym świadczą idące w setki milionów dotacje unijne. Jeżeli w niektórych przypadkach nie dostawaliśmy pieniędzy, to było to konsekwencją nie złych wniosków, tylko braku środków np. w danych programach unijnych. Oceny zawsze mieliśmy tu bardzo wysokie. (...)
Całą sytuacja jest wyjątkowo zaskakująca, bo nie przypominam sobie takiego błędu wcześniej. Jest to błąd formalny, który nie wynika ze złego wniosku Wynika z tego, że urzędnik odpowiedzialny za jego wysłanie popełnił błąd. Tak czy inaczej jest to błąd wykluczający nasz wniosek i skutkujący brakiem dofinansowania. Wymaga wyciagnięcia konsekwencji służbowych.
Jutro przyjmę wyjaśnienia i będę rozmawiał na ten temat z moim zastępcą od oświaty.
Zgadzam się z prezydentem w pełni, pozostaje cały czas tylko pytanie, wobec kogo prezydent wyciagnie konsekwencje. Czy tylko wobec zwykłego pracownika, czy także wobec nadzoru. Mam nadzieję, że werdykt w tej sprawie wyda sprawiedliwy... A swoją drogą ciekawe czy tym razem będzie miał cojones? Notka dziś z konieczności mocno po północy. Wszystko wskazuje na to, że znów szykują się spore zmiany w mojej sytuacji zawodowej i akurat z tego wyniknęło m.in. dzisiejsze opóźnienie. Jeśli wszystko się uda i ułoży, poinformuję oczywiście o tym na blogu, gdyż to czym zajmuje się radny, nie jest przecież anonimowe i podlega wpisaniu do oświadczenia majątkowego. :) Ale zostawmy moje sprawy, bo jest dość późno, a jutro dzień zapowiada się równie napięty. O godz. 17.00 w sali obrad rady miejskiej w USC rozpocznie się w środę otwarte dla mieszkańców posiedzenie komisji kultury i promocji, na którym odbędzie się dyskusja w sprawie lokalizacji filharmonii. Nie miejmy złudzeń, na dziś miasta mie stać na inwestycję o wartości kilkuset milionów złotych, ale uważam, że pomysł zroganizowania takiego posiedzenia jest jak najbardziej słuszny. Z przyjemnością wysłucham opinii radomian na temat czy w ogóle inwestycja ma sens, a jeśli tak, to gdzie powinna być wzniesiona. Mam nadzieję, że ten temat nie będzie li tylko "przedwyborczym wiatrem", ale próbą analizy tych dwóch problemów. No i może jeszcze trzeciego - ile będzie kosztowało utrzymanie filharmonii i czy na ten wydatek miasto także będzie stać. W samej radzie głosy są podzielone, ale nie chciałbym dziś pisać, kto ma jakie zdanie, bo być może koledzy sobie tego nie życzą. Jedno wiem - niemałą grupę zwolenników budowy inwestycji w latach 2014-2017 zebrał na Facebooku radny PiS Sławomir Adamiec. Jak sam podkreśla, filharmonia "ma być najważniejszą instytucją kultury muzycznej w Radomiu i przedmiotem dumy mieszkańców i prestiżu miasta, w Polsce". Ale są również w PiS oficjalne inne punkty widzenia - sam wiceprezydent resortowy Ryszarda Fałek do tej pory na Komisjach Kultury raczej bez entuzjazmu wypowiadał się, na temat przyszłości filharmonii. Ale zostawmy to, niechaj każdy sie jutro wypowie oficjalnie. Jestem zwolennikiem, aby filharmonia powstała, jest to bowiem inwestycja bardzo kulturo i miastotwórcza, ale chciałbym najpierw bliżej poznać racje i argumenty obydwu stron. Żeby nie było jednak tak jak swego czasu z teatrem, kiedy to budowanio go przez długie lata. No i fakt, na który już wracałem uwagę - kibice Radomiaka np. nie chcą filharmonii, ale nowego stadionu przy ul. Struga, fani sportów halowych - nowej hali widowiskowo-sportowej, i tak dalej, i tak dalej, a budżet nie jest przecież z gumy i wszystkiego zrealizować sie naraz nie da. Powracam do sprawy 25 wniosków na dofinansowanie informatyczne szkół, które przepadły w Urzędzie Wojewódzkim ze względu na fakt, że dotarły tam po terminie. Taka oto jest oficjalna przyczyna tej prawdziwej klęski. Miasto wprawdzie tłumaczy się, że może wystartuje w drugim naborze, ale póki co nic takiego nie ma, chyba, że specjalnie zostanie zorganizowany. Taką przynajmniej informację dostałem z samego źródła. Wnioski, jak się okazało, a czego ja się spodziewałem, przeszly ocene formalną, ale cóż, przepisy są przepisami. Inne gminy, nawet te małe, takiego problemu z czasem nie miały. Jak już w samym PiS się zagotowało, to znaczy, że nawałka jest dużego kalibru, a szef klubu PiS Jakub Kowalski zapowiedział na antenie Radia Plus, że "winni zostaną ustaleni i ukarani"... Pytanie tylko czy tylko ci z "pierwszej linii", czy także ci z nadzoru. Pożyjemy, zobaczymy... Komentarz Czytelnika w naiwązaniu do tej sprawy: Jeśli już wspomniany został bałagan w oświacie, ja wrócę do elektronicznego naboru do przedszkoli. Dla wielu rodziców było to trudne przeżycie, gdy dowiedzieli się, że nie ma miejsc dla ich dziecka - bo tak wyliczył i posegregował program komputerowy. Co bardziej zaradani ruszyli w poszukiwaniu miejsca - bądź do Wydziału Edukacji, bądź do dyrektorów przedszkoli. Efekt był taki, że mimo ogłoszenia braku miejsc, Wydział Edukacji sam dzwonił do rodziców z informacją, że jednak miejsce jest, albo dyrektorzy przedszkoli ręcznie dopisywali dzieci, mimo, że jeszcze dzień wcześniej "absolutnie nie było miejsc". Cały te elektroniczny nabór przypomina scenę z "Misia" Barei, gdzie inkasent tłumaczy, że jego spisywanie z liczników nie ma sensu, bo później i tak wszystko podlicza komputer, a i tak on się myli. W tym przypadku odwrotnie - szum wokół naboru, skomplikowane procedury, drogie aplikacje - a później i tak decyduje kartka i ołówek urzędnika i cała para idzie w gwizdek... To taki kolejny kwiatuszek do dzbanka z napisem "oświata". Majkel z kolei nawiązuje w komentarzu do mojego wpisu o marce Radom: Nie można zaprzeczyć, że w porównaniu do innych dużych miast w Polsce, nasza kampania zewnętrzna wygląda bardzo słabo. Nie znam się na budowaniu miejskiej marki, ale tak na zdrowy rozum - kampania zewnętrzna jest chyba najważniejszym etapem. A kwestia trafności samego hasła "Siła w precyzji" to zupełnie inna sprawa. Co do kampanii to o niej już pisałem nie raz i nie będę się powtarzał a hasło? Ono wyniknęło z tzw. unikalnej cechy miasta. Trudno było dla Radomia coś przyporządkować innego - to wyniknęło z badań - samych radomian i osób z okolic Radomia, ale także osób spoza miasta. I to hasło nie wzięło się z sufitu. Pamiętam jak media ogłosiły, że ta cecha jest poszukiwana - żadnych ciekawych propozycji raczej od mieszkańców nie było. No bo co mieliśmy eksponować - turystykę, rekreację, sport, kulturę, biznes? Z badań wynikało, że postrzegani ciągle jesteśmy jako miasto przemysłu precyzyjnego, do tego doszły jeszcze precyzyjne pokazy Air Show, itp. Nawet więc jeśli ta "Siła w precyzji" rewelacyjna nie jest, to pozostaje pytanie, co takiego było tą rewelacją, skoro opinia publiczna nie wygenerowała czegoś szczególnego, oczekiwała zaś raczej biernie na to, co ustalą specjaliści. Co do kampanii wewnętrznej dodam, bo teraz mi się przypomniało - agencja Demo Effective Launching, która była autorem strategii marki, przeszła potem w międzyczasie spore przeobrażenia i niestety, nie do konca spełniła nasze oczekiwania. Ale to ona wygrała konkurs i skąd mogliśmy wiedzieć, że dość mocno zaniży swoje loty juz przy samej realizacji ? Z tego co dowiaduję się z kręgów zbliżonych do koalicji PO-PSL w sejmiku pojawiły się ponoć jakieś obiekcje co do współfinansowania inwestycji - obwodnicy południowej. Szczegółów żadnych nie znam, może to tylko jakiś "balonik" - oby nie była to prawda. Przypomnę, że inwestycję wartą 154 mln zarząd województwa ma wesprzeć kwotą 72 mln zł. Na dziś to tyle, kolejna notka jutro, a w zasadzie już ... dziś.
poniedziałek, 14 maja 2012
Z pewną dozą satysfakcji zajrzałem dziś na strony Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego, aby zobaczyć, które placówki oświatowe otrzymają fundusze z programu "Cyfrowa szkoła". Pomyślałem sobie, że jeśli miasto złożyło grubo ponad 20 wniosków, a relacje PiS z PO w mieście i województwie są już dobre, to nasze placówki zapewne nieźle na tym skorzystają. Tymczasem patrzę na rozstrzygnięcie konkursu i własnym oczom nie wierzę - 25 wniosków z Radomia zostało odrzuconych ... ze względów formalnych! Na Mazowszu odrzucono z powodu błędów formalnych w ogóle 108 wniosków, w tym właśnie aż 25 z samego Radomia! Niemal każdy z tych wniosków zakładał dofinansowanie w kwocie między 100.000 a 200.000 zł. Łatwo więc policzyć, jakie pieniądze ominęły nasze miasto! Jeszcze niedawno Urząd Miejski wysyłał do mediów komunikat, w którym było napisane m.in.: Radomskie szkoły podstawowe stawiają na nowoczesność i starają się o pozyskanie dotacji ministerialnej na zakup przenośnych komputerów i innego sprzętu elektronicznego do celów dydaktycznych. (...) Szkoły zakwalifikowane do programu będą mogły zakupić za te pieniądze np. przenośne komputery, drukarki, skanery, tablice interaktywne i projektory multimedialne. Placówki uczestniczące w programie będą mogły wybrać jeden z dwóch wariantów, dotyczących wykorzystania sprzętu – w szkole lub wypożyczenie do domu. Inicjatywa ma być realizowana w czterech obszarach: e – szkoła, e – uczeń, e – nauczyciel, e – zasoby edukacyjne ( w tym e – podręczniki). Jestem tak mocno wkurzony, że napiszę dosadnie - zamiast e-szkoły wyszła nam zwyczajnie e-d.... ! I jeszcze jedno. Nie dalej jak kilka czy kilkanaście dni temu pisałem, że w radomskiej oświacie panuje totalny bałagan. Życie nauczyło mnie, aby na blogu nie starać się nikomu na siłę dokopać, ale po prostu opisywać rzeczywistość. Nie mogłem więc (także jako poniekąd miejski kronikarz XXI wieku) nie zwrócić uwagi na złe zarządzanie dziedziną, na którą z kasy miasta (czytaj: z portfeli radomian) idzie prawie połowa wszystkich pieniedzy zarezerwowanych w budżecie. Wówczas to moi koledzy z PiS stanęli w obronie wiceprezydenta Ryszarda Fałka, twardo ripostując, że w oświacie wszystko jest w porządku. Obiecałem wtedy, udowodnić, iż to bujda na resorach. Nie przypuszczałem nawet jednak, jak szybko dotrzymam danego wówczas słowa. I napiszę uczciwie - wcale to a wcale nie mam z tego powodu satysfakcji, bo cyfrowe szkoły będą teraz nawet w małych miejscowościach, a u nas możemy po prostu wyjąć z szaf zakurzone maszyny do pisania czy liczydła. Najwięcej straci przecież sama młodzież. I jeszcze jedno - nie znam powodów odrzucenia radomskich wniosków, ale można być chyba na 100 procent pewnym, że tym razem nie zadecydowały o tym względy polityczne. Wszak zarówno PiS, jak i PO publicznie ogłosiły ostatnio współpracę dla dobra miasta wokół konkretnych problemów do rozwiązania. Trudno więc podejrzewać, że ktoś zrobił nam w Urzędzie Wojewódzkim psikusa. Zawinił więc człowiek i pewnie jutro czy pojutrze dowiemy się, że jakiś urzędnik skopał sprawę i będzie musiał ponieść karę czy nawet pożegnać z robotą. Pozostanie jednak pytanie, gdzie był wówczas nadzór w osobie wiceprezydenta Ryszarda Fałka? Ja w takiej sytuacji chyba bym się jednak podał do dymisji... No cóż, poczekajmy, aż wyjdą na jaw rzeczywiste przyczyny takiej klęski. Ciekaw jestem, co opinii publicznej przekaże na ten temat prezydent miasta Andrzej Kosztowniak. Jak zachowa się w tej sprawie? Ano zobaczymy... PS: Dokumentację z rozstrzygnięcia naboru można znaleźć tu: http://mazowieckie.pl/portal/pl/1037/10645/Wyniki_naboru.html . **********
Zgodnie z zapowiedzia druga część notki. Co jakiś czas powraca na łamach mediów dyskusja o sens wdrażania strategii marki Radom. Dziś lokalny portal "Gazety Wyborczej" zamieścił na ten temat kolejny list od Czytelnika: http://radom.gazeta.pl/radom/1,35219,11716620,List__Radom_na_tle_innych_miast_jest____inny.html .
Ponieważ wciąż jestem członkiem zespołu ds. marki Radom, pozwolę sobie napisać kilka słów w odpowiedzi.
Otóż bardzo często pada zarzut, że miasto reklamowało się "samo dla siebie", bo billboardy i inne elementy pojawiły się w samym Radomiu. Wyjaśnię więc maksymalnie krótko, że takie działania nazywają się kampanią wewnętrzną, która albo zwykle poprzedza kampanię zewnętrzną, albo jest z nią schynchronizowana (na ten temat są dwie szkoły). Kampanię wewnętrzną zaś zwykle poprzedzaz kolei stworzenie systemu identyfikacji wizualnej miasta. Autor listu bardzo słabo śledzi wydarzenia w mieście - przeoczył chociażby wspólpracę 10 firm z branży metalowej i ich udział w targach w Hanowerze właśnie w ramach wdrażania strategii marki i programu "Technika i nowoczesność - promocja południowego Mazowsza" (więcej choćby tu: http://www.radom.pl/page/4,aktualnosci.html?id=3305 ), ale i szereg innych wydarzeń, jak np. badania opinni publicznej, które przecież nie trwają jeden dzień.
Przyjąć mogę natomiast pewien niedosyt z powodu braku kampanii zewnętrznej, ale to jest baaaardzo drogi gips, a miasto akurat w tym momencie "groszem nie śmierdzi". W tym przypadku jestem jednak zwolennikiem pilnego postawienia kropki nad "i" i wyjścia z bardzo szeroką kampanią tego typu w Polskę, a może i świat. Tylko trochę odnoszę wrażenie, że krytycy marki Radom już czekają w blokach startowych, aby zbombardować samą celowość przeprowadzenia takiej kampanii (czyli jak to w Radomiu - tak źle i tak niedobrze).
Aby nie przedłużać, bo na temat marki pisałem tu wielokrotnie, przypomnę nieco sentencjonalnie, że gdy Mikołaj Kopernik wstrzymał Słońce i ruszył Ziemię, to wielu wówczas chciało go po prostu spalić na stosie za szerzenie herezji a malarzy-impresjonistów wypraszano z salonów, podczas gdy dziś ich dzieła osiągają gigantyczne ceny na aukcjach. Dlatego działania w sprawie marki powinny być dalej konkretne i stanowcze, a ewentualną krytykę trzeba po prostu brać na klatę. Ja w tym akurat przypadku służę swoją, aby część ataków przyjąć na siebie. :)
I jeszcze jedna uwaga. Nasze hasło promocyjne niesie za sobą pewne niebezpieczeństwa. Bo wystarczyło, że gdzieś w mieście przestała np. działać sygnalizacja świetlna i już opinia publiczna powoływała się na "Siłę w precyzji". W ten sposób można oczywiście wykpić wszystko, ale z drugiej strony widać, że kampania wewnętrzna egzamin zdała, bo mieszkańcy znają już owo promocyjne hasło, a także na temat marki zaczęli dyskutować.
Ostrzegałem jednak, popierajac ten proces i czynnie uczestnicząc w jego realizacji, że same władze Radomia muszą wdrażać pewne standardy, aby przekonać mieszkanców do całego procesu, a z tym bywa już różnie. Taka sytuacja, jak opisana wyżej, ta z cyfrową szkołą, niestety dostarczają argumentów przeciwnikom budowy marki Radom, niwecząc trudn wielu osób mocno zaangażowanych w realizację strategii tej marki.
Tematów zostało mi jeszcze kilka, ale chyba wystarczy na dzisiaj. Tradycyjnie zapraszam moich Czytelników do wysłuchania audycji Małgorzaty Lisak w Radiu Plus "Nic o nas bez nas", która zostanie wyemitowana tuż po godzinie 19.00 (90,7 FM). Wezmę w niej udział w towarzystwie samorządowców PiS i PO, prawdopodobnie Jakuba Kowalskiego i Wiesława Wędzonki. Wyjaśniła się sprawa zaproszeń na posiedzenie komisji kultury i rozwoju, która odbędzie się w środę. Okazuje się, że wyszły one z Biura Rady Miejskiej w czwartek a w piątek prezydent zaprosił mieszkańców na posiedzenie, aby mogli wziąć udział w dyskusji na temat lokalizacji filharmonii. Do mnie zaproszenie jeszcze nie dotarło, o czym prezydent nie musiał wiedzieć, więc zadowolony zaprosił radomian na obrady. Wyszło to trochę niezręczenie, ale ponieważ nie mam zwyczaju nikogo krytykować za to tylko, że żyje, podajęito wyjaśnienie, które otrzymałem dziś z Biura Rady Miejskiej. Miałem prawo odczuwać dyskomfort, ale z drugiej strony wyjście zaproszenia we czwartek pokazuje, że winy prezydenta w tej sprawie akurat nie było (co najwyżej brak koordynacji), co niniejszym obwieszczam, przepraszając za dość ostre słowa tu, na blogu. W tym akurat przypadku padły one nieco z mojej strony na wyrost, ale prawda niezmienna jest taka, że o komisji dowiedziałem się z mediów. więc chyba każdy byłby nieco zaskoczony. Tyle tytułem wyjaśnienia. :) A z drugiej strony przecież prawdziwa cnota krytyk sie nie boi... :) Dalsza część notki jeszcze dziś.
niedziela, 13 maja 2012
Wiosna trochę się popsuła, a temperatura mocno spadła. Dziś w nocy mają być tu i tam przymrozki, ale chyba śnieg, tak jak to miało miejsce w roku ubiegłym, w maju nie spadnie. W przeciwieństwie do areny krajowej na lokalny rynek polityczny i samorządowy pomału wkraczają ... wakacje. Dzieje się niewiele, choć do prawdziwych wakacji pozostały jeszcze dwie sesje rady miejskiej. W weekend na chwile ustały publikacje na temat wydrzeń w szpitalu w Krychnowicach, ale one zapewne powrócą już jutro. Jeszcze klka dni potrwa kontrola z Urzędu Marszałkowskiego, ale choć sam marszałek stanął w obronie dyrektora, coś mi się wydaje, że wyrok już zapadł. Media potrzebują ofiar i pewnie na ołtarzu tych potrzeb taką ofiarę otrzymają, choć zapewne ludowcy będą sie starali aktualnego szefa lecznicy zatrzymać na stanowisku, mimo, że w blokach startowych czeka już także kilku innych kandydatów. Rzeczywiście jednak, przyglądając się temu, co miało miejsce w ostatnim czasie w Krychnowicach, trudno się oprzeć wrażeniu, że niespecjalnie nad tym placówką panowano. Jedno jest pewne już w tej chwili - koalicja PO-PSL ma spory problem. Zgodnie z moimi przewidywaniami PiS w Radomiu zbliża się do konca gromadzenia funduszy na budowę pomnika Lecha Kaczyńskiego. Mimo, że wiele osób uważało, iż taka zbiórka się nie powiedzie, ja nie widziałem w tym żadnego problemu. Każda partia władzy w samorządzie nigdy nie będzie miala problemów z finansami. Tak naprawdę problemy PiS zaczną się później, kiedy przyjdzie do stawiania pomnika. Obradowała Rada Regionu Mazowieckiego Platformy. Jak informuje radny Wiesław Wędzonka, rozmawiano o „janosikowym” i reorganizacji sądów. Co do "janosikowego" to zdaniem radnego taka forma „karania” bogatszych województw jest nie do przyjęcia. Rada przyjęła też jednogłośnie stanowisko dotyczące reorganizacji sądów rejonowych.Chce ponownego przeanalizowania zasadności proponowanych zmian oraz przeprowadzenia dodatkowych konsultacji z przedstawicielami samorządów terytorialnych. Co ciekawe, PO bedzie te postulaty kierować do ... PO, bo przecież ta partia w kraju rządzi. Znając Donalda Tuska, efekt można łatwo przewidzieć. Będzie tzw. niebo, czyli "nie, bo nie"... :) Kolejny sukces lewicy w wyborach w Europie. Coraz bliżej Polski, bo w Niemczech: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Porazka-partii-Angeli-Merkel-w-wyborach-w-Nadrenii-Pln-Westfalii,wid,14481881,wiadomosc.html?ticaid=1e718 .
sobota, 12 maja 2012
Jestem, jestem... Notka wprawdzie kończona po północy, ale rozpoczęta w sobotę. Zostawiłem sobie jej pisanie na wieczór, ale zapomniałem, że dziś finał Pucharu Niemiec w piłce nożnej, z udziałem polskiego tercetu w Borusii Dortmund, a potem także gala KSW. A że TV oglądam rzadko, to mnie dziś nawet wciągnęła... Na lokalnym rynku radomskim, jak zawsze w sobotę, nic ciekawego się nie dzieje. Ale są rzeczy z tygodnia, których nie komentowałem. Najważniejsza informacja to fakt kolejnych zwolnień pracowników. Po Fabryce Łączników czas na nauczycieli, pracowników służby zdrowia (szpital na Józefowie, a perspektywie pewnie i w dwóch pozostałych), kultury (Muzeum Wsi Radomskiej, niewykluczone, że także w innych), w branży ubezpieczeniowej i bankowej, w branży turystycznej, a być może i w samym urzędzie pracy. Ruszyły się nieco prace sezonowe i budowlanka (choć ta ostatnio przędzie raczej cienko), ale przecież zwalniani nauczyciele nie pójdą przecież na budowę, choć żadna praca niby nie hańbi. A kasy na aktywne formy zwalczania bezrobocia nie przybywa, tylko ubywa. Wszystko wskazuje na to, że nadchodzi zapowidaany przeze mnie od dawna punkt kulminacyjny kryzysu, moim zdaniem ten rok i następny czeka nas apokalipsa na rynku pracy... Obym tym razem nie miał racji. Od urodzenia jestem radomianinem, ale nie wiedziałem, że pod fontannami na deptaku znajdują się duże pomieszczenia. Wlazł do nich z aparatem znany fotoreporter Marian Strudziński, którego zdjęcia z tej podziemnej wyprawy możemy znaleźć na blipie miasta. Czego to się jeszcze człowiek ciekawego dowie... Nie pisałem, że obradował na kolejnym posiedzeniu zarząd miejski SLD. Sporo spraw posuwamy do przodu, a tymczasem na Facebooku powstała nasza strona partyjna, do polubienia której zachęcam (http://www.facebook.com/#!/pages/SLD-Radom/351083711613491 ). Niebawem od nowa ruszy także strona internetowa. Dziś wpadłem na chwilę do Galerii Słonecznej. A tam, chyba z powodu słabszej pogody, dzikie tłumy. Pewnie jakby tak było codziennie, to by handlowcy nie narzekali. Podobno uległ skróceniu czas pracy GS, jest już czynna do 21, a nie, jak dotychczas, do 22. Ale od handlującego tam kolegi dowiedziałem się, że bryndza jest w mieście okropna, na rynku zaś brakuje pieniądza. Zwalniani z pracy zapewne tej sytuacji nie poprawią... Pojawiły sie pierwsze grzyby. Na mojej działce wyrosły trzy pieczarki polne. Byłyby już pewnie też pierwsze prawdziwki, ale po prostu jest za sucho. Chyba już starczy na dziś. Druga dochodzi, słucham sobie pisząc rewelacyjnej płyty "Polskie damy bluesa", ale pisanie idzie mi wyjątkowo wolno. To chyba najdlużej powstająca notka w historii mojego bloga...
piątek, 11 maja 2012
Zgodnie z przewidywaniami wczorajsza notka, w której przedstawiłem pierwsze przymiarki do wyborów prezydenckich, wzbudziła ogromne zainteresowanie. W zasadzie dziś mógłbym jeszcze zrobić do tej listy suplement, bo w ramach lansu wrzucono mi jeszcze parę nazwisk, ale tak to ja się nie bawię, i dlatego listy nie uzupełnię. Obiecuję jednak, że jeśli uda się te informacje uwiarygodnić, to zamieszczę je przy okazji następnego notowania. Wreszcie dobry ruch prezydenta miasta Andrzeja Kosztowniaka, choć z poważnym zgrzytem. Chce on zapytać radomian, w którym miejscu widzieliby filharmonię. Wprawdzie widoki na to, że ona powstanie, są na razie mizerne, ale takie zapytanie to na pewno kroczek do przodu w tej sprawie. W środę wezmę w tym spotkaniu udział, nie tylko dlatego, że jestem członkiem komisji kultury i promocji, na posiedzeniu której odbędzie się ta otwarta dla mieszkańców dyskusja, ale także jako ciekawy ludzkich opinii mieszkaniec miasta. Szkoda tylko, że dowiedziałem się o tym posiedzeniu z mediów i mocno zdziwiło mnie, że zaprosił na nie radomian prezydent, nie zaś przewodniczący komisji czy w ostateczności przewodniczący rady. A może nie tyle, że zaprosił radomian, ale że najpierw zaprosił mieszkańców, choć radni nic na ten temat tego posiedzenia do tej pory nie wiedzą. To chyba jakiś nowy, dziwny obyczaj? Cóż, prezydentowi takie niezręczności zdarzają się - wychodzi brak doświadczenia i chyba jednak czasem politycznej czy samorządowej kindersztuby. Nie to, że jestem obrażalski, bo nie, ale chyba "protokół dyplomatyczny" w samorządzie obowiązuje, prawda? To chyba taki pierwszy przypadek, aby radni o posiedzeniu komisji dowiadywali się z ust prezydenta przez media... Dziś miły dla mojego lewicowego ducha sondaż - SLD o trzy punkty przed Palikotem! PiS zaś zrównał się z PO, czego można się było akurat spodziewać. PO robi wszystko, aby przegrać następne wybory, co mnie mocno dziwi. Liczę przy tym jednak, że do czasu nowych wyborów lewica odzyska zaufanie społeczne na tyle, że będzie mogła objąć rządy. Tego co się stało w Sejmie komentował nie będę. Dodam tylko, że draństwo Palikota, który aby wybielić siebie, powiedział publicznie, iż okrzyk "zadzwoń do brata!" w kierunku Jarosława Kaczyńskiego rzucił poseł SLD pokazało też, że jest on zwykłym tchórzem. Tym bardziej, że akurat dziś i PiS, i SLD były po jednej stronie barykady w obronie społeczeństwa, więc niby dlaczego ktoś z ław poselskich lewicy miałby to zrobić?
czwartek, 10 maja 2012
Politycy stają się coraz częstszymi gośćmi na sportowych arenach. Szczególnie dobra frekwencja ze strony przedstawicieli różnych ugrupowań towarzyszy jednak przede wszystkim spotkaniom koszykarzy radomskiej Rosy. Wczoraj drużyna ta wywalczyła awans do finału rozgrywek o awans do ekstraklasy i rozmaitych politycznych (choć nie tylko) vipów i tym razem nie zabrakło. Nie będę wymieniał wszystkich, ale jako ciekawostkę podam jedynie fakt, iż po raz pierwszy na spotkaniu koszykówki gościł wiceprzewodniczący rady miejskiej Wiesław Wędzonka z PO, który towarzyszył przewodniczącemu rady Dariuszowi Wójcikowi z PiS. Zawsze mówiłem, że sport zbliża ludzi, ale trzeba przyznać, że w naszym prezydium rady akurat relacje od początku kadencji są więcej niż poprawne. Dodam również, choć sam byłem na meczach Rosy zaledwie dwa razy, to klimat na spotkaniach koszykarzy jest bardzo przyjemny, stąd właśnie być może aż tak dobra ferkwencja ze strony polityków. No, ale przecież ci ostatni także kochają walkę, czyż nie? Teraz pewnie trochę podenerwują się niektórzy moi koledzy, ale pospekuluję sobie troszkę na podstawie docierających do mnie plotek i ploteczek o ... wyborach prezydenckich w mieście. Ktoś powie - chłopie, przecież dwa lata do nich zostało, ale tak to mówić mogą tylko ludzie niezorientowani w polityce, bo półmetek kadencji rady to ostatni dzwonek, aby zacząć mocniej promować kandydatów na prezydenta. Oczywiście, przez dwa lata wiele może się zmienić, ale te ugrupowania, które chcą się liczyć w walce o samorząd, już muszą kreować swoich liderów. Bo to, kto daną partię bedzie reprezentował w wyborach prezydenckich, ma przecież też niemały wpływ na wynik całego ugrupowania. Przejdźmy jednak do nazwisk. Najpierw podkreślę jednak, że te które tu padną, nie są oficjalnymi czy nawet cichymi kandydaturami ugrupowań, ale wyłącznie moimi spekulacjami na podstawie rozmów, które przeprowadziłem z przedstawicielami poszczególnych partii. Otóż w PiS sprawa wydaje się jasna. Kandydatem na prezydenta będzie zapewne obecny szef magistratu Andrzej Kosztowniak. Nie całe zaplecze jest zachwycone wprawdzie jego prezydenturą, ale nawet ci mniej zadowoleni wiedzą, że alternatywy raczej nie ma. Owszem, są osoby, które miałyby szanse w tych wyborach i głośne naziwska, ale tylko katalkizm, albo brak chęci ze strony samego zainteresowanego mógłby coś w tej kwestii zmienić. W PO wtajemniczeni twierdzą, że kandydatem tej partii może być Waldemar Kordziński, który niedawno został szefem klubu radnych. Jemu też dają największe szanse, choć nie brak także zwolenników innych rozwiązań. Padają nazwiska posła Radosława Witkowskiego oraz wiceprzewodniczącego Wiesława Wędzonki. Ale jeden z rozmówców nie wykluczył, że PO może też postawić na kobietę. Nazwiska nie wymienił, dodał jedynie, że jest to osoba wszechstronnie wykształcona. Mówi się w mieście głośno że zaplecza do kandydowania na prezydenta szuka posłanka Solidarnej Polski Marzena Wróbel. Jej start mógłby być bardzo niebezpieczny dla kandydata PiS, bo nie dość, że kierowaliby się do tego samego "targetu", to jeszcze posłanka, która ma korzenie w PiS, zna słabsze strony tego ugrupowania i zna się nieźle na oświacie, na której władze Radomia omal się ostatnio nie przejechały przy niedawnej próbie reorganizacji. Radomianie Razem, Kocham Radom i Radomski Samorząd Obywatelski - te stowarzyszenia chciałyby wystawić wspólnego kandydata. Przynajmniej uważają tak moi rozmówcy. Według nich doskonałym kandydatem byłby ktoś przypominający byłego prezydenta, a wcześniej mazowieckiego komendanta policji, Zdzisława Marcinkowskiego. I taką "mundurową" osobę mają. Nazwiska niestety podać nie mogę. A co z liderem Kocham Radom Jakubem Kluzińskim? Przyznam szczerze - nie wiem! Jak znam jednak życie, nawet jeśli nie będzie kandydował sam, to pewnie ostatniego słowa jeszcze nie powiedział. Padło także w tym ujęciu nazwisko ... Piotra Szprendałowica, ale i ... wspomnianej Marzeny Wróbel właśnie. Niemożliwe? Nie takie wolty moje polityczne oczy już widziały! Swego kandydata raczej na pewno wystawi też Ruch Palikota. Kto nim będzie? Padają różne, raczej mniej znane nazwiska, ale niewykluczone, że będzie to ktoś znany. RP buduje mocne zaplecze finansowe i medialne i na pewno lekceważyć tej formacji nie można. A wtedy można wykreować także kogoś niezbyt aktywnego obecnie w polityce. Tak prezydentem został przecież Andzrej Kosztowniak... Mogą się zdziwic także Ci, którzy spisali na straty SLD w Radomiu. Tu szykuje się dość szeroka płaszczyna porozumienia, coś takiego, jak miało miejsce w zwycięskim 1998 roku. Więcej można znaleźć tu: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/bedzie_kongres_lewicy_bez_palikota_sld_on_nie_jest_lewicowy_232562.html .. Ale to jeszcze nie wszystko, gdyż w Radomiu formuła będzie zapewne jeszcze szersza. Kandydat też będzie bardzo dobry - zapewniam! Na koniec zostawiłem PSL. PSL, który jest w Radomiu przed czerwcowymi wyborami, na których wiele może się zdarzyć. Naturalnym kandydatem na prezydenta tej formacji wydaje się być obecny wiceprezydent Krzysztof Ferensztajn, lubiany w różnych politycznych kręgach. Ale to nie jedyne nazwisko dziś wymieniane. Kolejne to Mirosław Ślifirczyk obecny starosta, a także były wiceprezydent miasta Grzegorz Skwarczyński. Tu wtajemnieczni twierdzą, że kurs PSL będzie znany po wyborach w partii, na które zbroi się dwie, a nawet trzy grupy wpływów u radomskich ludowców. Nie wiem na ile też sprawdzą się zapowiedzi grupy znanych radomian co do utworzenia szerokiego bloku politycznego, projektu, w którym znaleźliby sie politycy z różnych stron polityki. To projekt, z którym tez zapewne trzeba byłoby się liczyć, tym bardziej, że początkowo zaklaadła udział kilku byłych i obecnych radnych. Ponadto jest jeszcze polityczny plankton, który często nie rozumie, że lepiej przyłączyć się do silnych, niż marnować czas, pieniądze i głosy wyborców. Ale z drugiej strony, czy ktoś stawiał np. w ostatnich wyborach na mandat z PSL? Dlatego nadziei nikomu odbierać nie można... PS: Wielu kolegów jest, niestety, w polityce mocno nadwrażliwych na swoim punkcie. I tych wymienionych, i tych niewymienionych przepraszam z góry właśnie za ich wymienie lub też nie.. :) Wiem, że jutro dyskusji na ten temat nie zabraknie, a ja liczę na wyjątkowe zainteresowanie notką. Wiem co tygrysy lubią najbardziej! :) A teraz czas na wieczorny relaksik. Jak ja dawno nie słuchałem kapeli 10 CC! Świetna i kojąca! :)
środa, 09 maja 2012
To notka nr 2 dzisiaj, ale do południa musiałem zareagować na wpis radnego Wiesława Wędzonki z PO. Masakra! To co TVN pokazał w programie "Uwaga" o szpitalu w Krychnowicach dosłownie mnie zmroziło. Zdaję sobie sprawę, że czasami jedno dramatyczne wydarzenie wyzwala lawinę złych komentarzy i spiralę krytyki, ale tym razem wygladało to wszystko naprawdę tragicznie. Antypromocja miasta sięgnęła przy tym zenitu, bo znowu słowo Radom odmieniane było przez przypadki w kontekście gwałtu na dziecku i wszystkim co złe. Ostry wpis na blogu posła Marka Suskiego, nawiązujący już w tytule nieco do tego co się w ostatnim czasie w Krychnowicach działo: "W sejmikowych szpitalach gwałty na ludziach i majątku". Z pikantniejszych fragmentów zacytuję ten: Także w szpitalu psychiatrycznym dzieje się źle. Ostatnio zaniedbania doszły do takiej skali, że nawet doszło tam do gwałtu na nieletnim. Widać wyraźnie, po zapowiedziach przekształceń w służbie zdrowia, że plan Sawickiej kręcenia lodów na służbie zdrowia, wkracza na drogę realizacji. Kto skorzysta na upadających szpitalach, oczywiście nie wiemy. Natomiast stracimy my wszyscy. Dotychczas sądy nie ustaliły, kim są osoby stanowiące grupę, o której mówiła działaczka Platformy w kontekście robienia interesu na służbie zdrowia. Nadal „frontmenka” stojąca za uwłaszczeniem się na służbie zdrowia działa i ma się o wiele lepiej niż państwowa służba zdrowia. Ale tak naprawdę to zaciekawiły mnie dwa inne fragmenty: (...) Oszczędności mają być wynikiem tzw: komercjalizacji, która w wielu przypadkach prowadzi do prywatyzacji albo do upadłości. I drugi: To, jak rządzi obecna koalicja PO -PSL woła o pomstę do nieba. Prawo i Sprawiedliwość przeciwstawiało się likwidacji państwowej służby zdrowia i nadal opowiada się za siecią szpitali publicznych dostępnych dla wszystkich. A te komentarze oznaczają, że szpital miejski nie będzie przekształcony w spółkę prawa handlowego, co z kolei spowoduje, z tego co pamiętam, że samorząd będzie musiał pokryć jego ujemny wynik finansowy w ciągu trzech miesięcy od upływu terminu zatwierdzenia sprawozdania finansowego. W przypadku niewykonania zaś tego obowiązku ten sam samorząd w ciągu 12 miesięcy będzie zmuszony do zmiany formy organizacyjno-prawnej szpitala (przekształcenie szpitala w spółkę kapitałową lub jednostkę budżetową) lub jego likwidacji. Oczywiście samo przekształcanie też gwaranacji żadnej na poprawę nie daje, bo wszystko zależy od jakości zarządzania, ale ciekaw jestem jak PiS podejdzie niebawem do tego problemu. Bo kasa miasta jest przecież pusta, a na przekształcenia zgody nie ma... Dodam, że sam nie jestem specjalnym fanem komercjalizacji, bo to w pewien sposób jest ukryta prywatyzacja usług medycznych, ale w końcu to nie ja rządzę miastem, ale PiS, i to ugrupowanie Pana Posła będzie musiało się z tym problemem zmierzyć... Oczywiście nie uchylam się jako radny od dyskusji na ten temat i nie umywam rąk w tej sprawie, co nie zmienia faktu, że odpowiedzialność za podjęte decyzje spadnie nie na PO, ale na PiS właśnie... Uderz w stół a nożyce się odezwą! Na moją notkę zareagował wiceprzewodniczacy rady miejskiej, a zarazem członek kierownictwa PO w Radomiu Wiesław Wędzonka. Kolega radny na swoim blogu pisze tak: Radny Bohdan Karaś podał na swoim blogu informację, że bardzo blisko jest do koalicji PO-PiS-PSL. W ślad za tą plotką pojawiły się informacje o mojej rzekomej wiceprezydenturze. Gdy dalsi i i ci nieco bliżsi znajomi zaczęli już gratulować, przestrzegać i udzielać dobrych rad, ja… stanowczo te informacje dementuję. Swój mandat radnego, podobnie jak moi klubowi koledzy, rozumiem jako wspieranie rozwoju Radomia. Dobre pomysły i inicjatywy, w mojej ocenie, nie mają partyjnego logo. Mogę nie zgadzać się z prezydentem miasta, polemizować z jego kolegami ale każdy dobry pomysł poprę i będę jego gorącym zwolennikiem. Wyniki wyborów i zawiązane na szczeblu rządowym i wojewódzkim koalicje wskazują, że wiele zależy od polityków związanych z Platformą Obywatelską. Władze miasta, bez ich poparcia, nie zrealizują dużych inwestycji, służących naszemu miastu. Dlatego też deklarujemy swoją pomoc w tych staraniach. Jestem radomianinem, tu prowadzę firmę, mieszka moja rodzina. Dobro tego miasta jest dla mnie najwyższym priorytetem. Wyborcy obdarzyli mnie zaufaniem bym dla tego miasta pracował, nie jedynie krytykował. Nasze działania to współpraca na rzecz miasta a nie koalicja. Zatem, wiceprezydentem nie zostaję. Przynajmniej do czasów najbliższych wyborów :). Ok, wszystko fajnie, ale ja napisałem, że o wiceprezydenturze dla PO mówi się w politycznych i samorządowych kuluarach, ale że przedstawiciele obydwu partii tego nie potwierdzają! No i nic już nie pisałem o powstaniu koalicji. Bo, a o tym tez informowałem, koalicji ma nie być, jedynie zaś wspóne działania na rzecz miasta... :) Ba, nawet stwierdziłem, że właśnie Pan Radny zadeklarował poparcie dla takich spraw... Ale miło, że koledzy czytają mój dziennik i komentują, to co w nim umieszczam! :) Ciag dalszy notki jeszcze dziś. Zapraszam!
wtorek, 08 maja 2012
Dzisiaj podczas audycji "Nic o nas bez nas" w Radiu Plus wiceprzewodniczący rady miejskiej Wiesław Wędzonka z PO zadeklarował dalsze poparcie Platformy dla inwestycji i działań prorozwojowych dla rządzącej miastem ekipy PiS i PSL. Ostatnio na politycznej giełdzie chodziła nawet informacja, że partia ta otrzyma od rządzących stanowisko wiceprezydenta miasta, ale nikt tego ani z jednego, ani z drugiego ugrupowania na razie nie potwierdza. Ale tez nikt już nie puka się w czoło, gdy o to pytam. A jeszcze niedawno się pukali. Jak bardzo rozwinąć się może partia władzy, mogą świadczyć radomskie struktury PSL. Otóż nieoficjalnie dowiedziałem się, że przed zawiązaniem koalicji z PiS ugrupowanie to posiadało w mieście około 60-70 członków. Dziś podobno stan przekroczył 300, a niektórzy twierdzą, że dobiega do 400! Paru moich byłych kolegów z SLD też tam jest. Ale w tym kontekście ciekawie zapowiadają się wybory w radomskim Stronnictwie. Jeśli mój plan się powiedzie, to może przeprowadzę relację "live" z ich przebiegu. Ale czas pokaże, czy się uda. W każdym bądź razie już dziś życzę mądrych wyborów, bo przecież PSL to potencjalny koalicjant każdego ugrupowania, mojego Sojuszu także... :) Nie wiem jak to z tym przyjmowaniem jest obecnie w PiS, ale wiem, że koledzy długo stosowali zasadę tzw. poczekalni. Tam trzeba było wypełnić rozmaite dokumenty, między innymi o statusie majatkowym, CV niemal całe ze szczególnym uwzględnieniem działalności w PRL, etc. Początkowo nawet z tego systemu sobie pokpiwałem, ale PiS unikał umietjętnie tego, co stało się udziałem SLD w latach 1998 - 2002. Wtedy to nasza liczebność wynosiła ponad 1000 osób i co z tego wyniknęło wszyscy wiemy. Sam chwaliłem się na konferencji prasowej tak licznym członkostwem, ale potem było mi łyso, bo po utracie władzy wielu nawiewało byle szybciej. Dlatego ten zamknięty pisowski system wcale mi się już śmieszny nie wydaje, choć oczywiście trudno, aby lewica się tak całkiem na świat zamykała. Dziś w każdym razie liczebność partii nie ma dla nas żadnego znaczenia, tym bardziej, że Radomianie Razem, kiedy zdobywali władzę w mieście mieścili się podobno na dwóch dość szerokich ale jednak tylko dwóch kanapach... Wczoraj polemizowałem z przewodniczącym rady miejskiej Dariuszem Wójcikiem, a dziś muszę i chcę się z nim zgodzić. Otóż nie brak malkontentów, którzy narzekają na nowy stadion MOSiR. Zapewne parę rzeczy można było rozwiązać inaczej, ale generalnie obiekt robi wrażenie. Ja jako facet, który urodził się i wychował przy stadionie jestem bardzo rad z faktu, że ten obiekt wreszcie niebawem będzie gotowy. Już nie mogę doczekać się meczu na nim, choć przydałby się jakiś większy spsonsor Broni, która będzie tam występować w roli gospodarza. Trzecia, a de facto czwarta liga na takim obiekcie to trochę za nisko! :)
poniedziałek, 07 maja 2012
Wreszcie jakaś okazja do polemiki! A sprowokował mnie do takowej sam przewodniczący rady miejskiej Dariusz Wójcik z PiS. Przewodniczący na blogu pisze tak: No i na koniec polemika z naczelnym blogerem Radomia – radnym Bohdanem Karasiem, który znów próbuje mieszać w nieswojej zupie. Chodzi o sprawę trzech dyrektorek: MDK, III LO im. Czachowskiego i PG nr 5. Wyjaśnię po kolei. Odwołana przez prezydenta dyrektorka MDK-u wygrała ogłoszony ponownie konkurs i znów jest dyrektorką. Tak zdecydowała komisja konkursowa i prezydent nie podważa tej decyzji, to chyba oczywiste. To, że pani dyrektor będzie musiała się teraz zmierzyć z nową rzeczywistością, to już zupełnie inna sprawa. Dyrektorka III LO została oczyszczona ze stawianych jej zarzutów, co automatycznie równało się z jej odwieszeniem i przywróceniem do pracy. Koniec, kropka. W przypadku dyrektorki PG nr 5, jak w przypadku każdego, nieskazanego prawomocnym wyrokiem sądu człowieka, istnieje domniemanie niewinności. Prezydent czeka do zakończenia sprawy i gdy poznamy wyrok, poznamy również decyzję prezydenta. Nie wiem gdzie radny Karaś widzi w oświacie bałagan? Zarządzanie oświatą w Radomiu jest dobre, co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. I jeszcze jedno. Nie tak dawno, na swoim blogu, Bohdan Karaś strasznie krytykował Gazetę Wyborczą, gdy ta powoływała się na anonimowych informatorów, którzy mówili o kiepskiej atmosferze w SLD. Teraz sam powołuje się na „część radnych związanych z PiS”, którzy to radni podobno są zdania, że „wiceprezydent Ryszard Fałek całkowicie zagubił się w oświacie”. Pytam zatem – którzy to radni? Przyganiał kocioł garnkowi, a jak widać sam dymi… No to teraz będzie odpowiedź. Ta zupa nie jest niemoja, bo jestem mieszkańcem miasta, na dodatek wybranym przez dużą grupę radomian, aby reprezentować ich w radzie miejskiej, więc to co dzieje się w Radomiu żywotnie mnie interesuje. Wszak miasto nie jest prywatnym folwarkiem jednej tylko partii. Ponadto nie jest tak jak Pan Przewodniczący pisze. Gdy prezydent chciał zwalniać dyrektorkę MDK-u, nie kto inny jak ja, zaproponowałem spotkanie w magistracie u prezydenta, aby ten przemyślał swoją decyzję. Nie będę zdradzał szczegółów z tego spotkania (przewodniczący na nim zdaje się był), ale zwracałem wówczas przy okazji publicznie uwagę, że odwołanie jest błędem i niewspółmierną karą w stosunku do przewinienia (choć przyznałem także, co się nie wszystkim spodobało, że takowe miało miejsce), które stało się przyczyną odwołania. W oficjalnym komunikacie było potem podane, że prezydent całkowicie utracił zaufanie do pani dyrektor. No to rodzi się pytanie, czy wygrała konkurs, bo zaufanie tak nagle powróciło? Po co więc było całe zamieszanie??? Ano wszyscy wiemy, że nie powróciło i wiemy także, dlaczego tak się stało. Nie mówmy więc, że nie stało się nic. W przypadku dyrektorki Czachowskiego zawieszenie było pochopne. W świetle prawa człowiek, który nie jest skazany przez sąd jest niewinny. Czy trzeba ją było zawieszać? I tu przewodniczący wpadł we własne sidła, bo przecież sam podkreślił w cytowanej notce odnośnie dyrektorki PG 5, że "jak w przypadku każdego, nieskazanego prawomocnym wyrokiem sądu człowieka, istnieje domniemanie niewinności. Prezydent czeka do zakończenia sprawy i gdy poznamy wyrok, poznamy również decyzję prezydenta". No to mam pytanie, czemu zawiesił wcześniej dyrektorkę III LO, skoro i tu wyrok nie zapadł i również powinien kierować się wspomnianą zasadą domniemania niewinności? To znaczy, że pochopne było zawieszenie w przypadku dyrektorki PG 5, ale w przypadku dyrektorki III LO już nie? Co za sprzeczność!!! Tym samym, choć temu zaprzecza, Pan Przewodniczący potwierdził istnienie totalnego bałaganu w oświacie! Brak konsekwencji, podejmowanie sprzecznych decyzji w dwóch podobnych przypadkach, kardynalne pomyłki, czyli złamanie zasady domniemania niewinności to jest może porządek? Rozumiem jak najbardziej, że Pan Przewodniczący wstawia się za "swoim" wiceprezydentem, bo pewnie też bym tak robił, ale argumentów brakuje. A że brakuje i że bałagan jest, spróbuję tego w najbliższych tygodniach dowieść dodatkowo za pomocą interpelacji, które złożę. Zgadzam się natomiast częściowo z adwersarzem, że czasami bywam na blogu niekonsekwentny. Bo rzeczywiście krytykowałem "Gazetę Wyborczą" za artykuł o lewicy, w którym powoływała się na anonimowych uczestników zjazdu SLD, aby udowodnić swoją tezę o kryzysie w Sojuszu, a sam przywołałem anonimowych radnych PiS, którzy bałagan w oświacie potwierdzają. Wprawdzie moje notki piszę w konwencji felietonu, nie są zaś informacją, jak to miało miejsce w przypadku "GW", więc przejaskrawienia czy nawet fikcja literacka są zgodne ze sztuką dziennikarskiego rzemiosła i na tym wyjaśnieniu mógłbym spokojnie zakończyć, dodając, że w końcu to tylko blog, a nie pierwsza strona opiniotwórczego dziennika, ale nie, nie pójdę po najmniejszej linii oporu. Na dowód, że napisałem prawdę, odeślę Pana Przewodniczącego do owej notki, w której o bałaganie w oświacie napisałem. I wystarczy zerknąć, który z radnych PiS moją notkę "zalajkował" (kliknął znaczek "lubię to" na profilu Facebook-przyp. aut.), aby się przekonać, że nie tylko ja tak myślę. Co ciekawe ów radny laikiem w sprawach oświaty nie jest, a wręcz przeciwnie, co świadczyć może o wadze problemu. Zaręczam słowem, że takich radnych znam jeszcze co najmniej kilku i pewnie sam przewodniczący domyśla się, których mam na myśli... Jak więc widać żadnym kotłem przyganiającym garnkowi nie jestem. Garnek jest bowiem tak dziurawy i pordzewialy, że nie da się w nim niczego ugotować. Może co najwyżej kotleta jakiegoś odgrzać... :) Gratuluję jednak rycerskiej postawy, wszak rycerze nieraz stawali po stronie z góry przegranej. :) A za "naczelnego blogera", nawet jeśli określenie jest użyte złośliwe (o co akurat Przewodniczącego nie posądzam, wszak sam go namawiałem do założenia bloga), serdecznie dziękuję – to naprawdę wielki komplement! :) Senatorowie PO próbują zmienić Prawo Prasowe. Nawet krytycy PRL-u przyznają, że ten akt prawny z roku 1984 jest z późniejszymi zmianami na polskie warunki całkiem całkiem (co najwyżej pojawiają się głosy, czy w ogóle Prawo Prasowe jest potrzebne). Proponowane zmiany są bez sensu, na tyle bez sensu, że nawet protunkowe media podniosły wielkie larum. A propos protuskowych mediów to o dziwo nawet część z nich zauważyła, że Tusk mężem stanu nie jest, bo nie tak dawno nie chciał się spotkać z nowym już prezydentem Francji, Francois Hollandem, podczas pobytu polityka w Polsce jeszcze jako kandydata, dziś zaś jego przyboczni potwierdzili, że zrobił tak, bo bliżej mu było do Sarkozy’ego. Bardzo nieodpowiedzialna decyzja – dobrze, że czas dla gościa znaleźli Bronisław Komorowski, Leszek Miller i Aleksander Kwaśniewski, bo klapa byłaby całkowita. To, że Tusk popierał Sarkozy’ego to jedno, ale to że powinien spotkać się z Hollandem, to drugie. Te same media jednak wieszczą złe scenariusze dla Francji, bo przecież ich guru tego kandydata nie popierał. Co ciekawe, nawet prawicowe portale i prawicowi publicyści nie robią ze zwycięstwa Hollande’a tragedii, jak owe wspomniane media, a czasem nawet wręcz przeciwnie, choć akurat z motywami już zgadzać się nie muszę. Oto przykład: http://wpolityce.pl/dzienniki/dziennik-slawomira-sieradzkiego/28052-hollande-euroentuzjasta-to-paradoksalnie-nadzieja-eurosceptykow-na-zburzenie-unii-europejskiej-jaka-dzis-znamy . PS: Po wygranej lewicy w wyborach na Slowacji i we Francji oraz bardzo dobrych wynikach w Grecji, tym razem przyszedł czas na Włochy. Lewica znakomicie spisała się w wyborach samorządowych we Włoszech. Ja bym się na miejscu niektórych z prognoz Leszka Millera o "lewicowej wiośnie ludów" w Europie nie śmiał... Więcej: http://tvp.info/informacje/swiat/wlochy-porazka-prawicy-w-wyborach-samorzadowych/7293021 . Zresztą ja wariant włoski przewiduję u nas w Radomiu. :) PS 2: Mimo długiego weekendu w ostatnim tygodniu mój blog odwiedziły 4.862 osoby i wciąż znajduje sie on w pierwszej dziesiątce blogów regionalnych w kraju na Bloksie. Dziś frekwencja wróciła do przedweekendowej, więc ten tydzien powinien być znacznie lepszy. Dziękuję bardzo!
niedziela, 06 maja 2012
I po weekendzie. Długim wyjątkowo, ktory jednak zleciał jak z bata strzelił... Już w czerwcu jednak następny! :) Nie do końca zostały przez niektórych Czytelników zrozumiane moje intencje, które wyraziłem opisując wczoraj powroty na stanowiska trzech pań dyrektorek placówek oświatowych. A wymowa tego była bardzo prosta - wiceprezydent Ryszard Fałek do końca zagubił się w oświacie, bez względu na tło tych spraw. I wszystko w tej kwestii. Oczywiście nie jest to powodem moich zmartwień, a wręcz przeciwnie, to woda na młyn dla opozycji! Żeby było weselej - to nie tylko moja opinia, ale także części radnych związanych z PiS. Nieoficjalna rzecz jasna, bo oficjalnie caly klub stoi za wiceprezydentem murem... :) Po moim wpisie bardzo uszczelniło się informacyjnie radomskie PSL. Ciekawe czy spekulacje, które tu przedsstawiłem co do pewnych zmian kadrowych w partii, a także w następstwie w administracji, się potwierdzą? Bo przecieki, które posiadam mogą być przecież wylącznie spowodowane rozgrywkami przedwyborczymi w tym ugrupwaniu. Co sądzę o "Koko" czyli hymnie mistrzostw Europy - pyta pan Łukasz w mailu. Cóż, wybór ludzi, więc trudno go podważać. Tak jak w wypowiedziach dla mediów napiszę, że chyba opinia publiczna miała dość poprawności muzyzcznej i stąd taki werdykt. Generalnie poziom wykonawców słaby. Moim faworytem był wcześniej Zakopower, ale odpadł jeszcze w eliminacjach, w finale zaś najkepiej podobali mi się Qumple. Jedno jest pewne - Jarzębina to teraz najbardziej znany zespół ludowy w Polsce, a niebawem pewnie i w Europie... A tymczasem Europa nadal skręca sobie w lewo. Wygrana Hollande'a we Francji po 12 latach rządów prawicy, w Grecji dobry łączny wynik ugrupowań lewicowych (zaskakująco dobry skrajnej lewicy) pokazują, że i w Polsce to już tylko kwestia czasu. Tylko to co się dzieje w Rosji może napawać obawami, widać, iż tam rodzi się nowy totalitaryzm, i to wcale nie lewicowy...
sobota, 05 maja 2012
Założyłem sobie na blogu Google Analytics i teraz o swoich Czytelnikach wiem prawie wszystko. Przy okazji chciałem też zobaczyć, ilu mam Czytelników biorąc pod uwagę unikalne adresy IP. Na razie danych jeszcze szczegółowo nie analizuję, bo ten weekend nie jest miarodajny ze względu na znacznie niższą frekwencję, ale od poniedziałku materiał do analizy będzie ciekawy. Z dotychczasowych obserwacji wynika, że sporo osób czyta mnie w rozmaitych instytucjach administracji rządowej i samorządowej, a mimo blokad także w UM w Radomiu oraz w spółkach skarbu państwa i gminy. Krótko mówiąc dość opiniotwórczy jest ten mój dziennik, co cieszy. :) Teraz, gdy już moja nieposkromiona blogerska próżność została zaspokojona, czas na właściwą notkę. :) Rzadkie to zjawisko, ale brakuje mi weny. Mam kilka zaległych tematów do poruszenia, ale są dość złożone, więc powrócę do nich po weekendzie. Ale jeden poruszę dziś. W jednym z maili zapytano mnie, co sądzę o takich sprawach jak ponowne wygranie konkursu przez Elżbietę Sobkowiak w MDK-u czy przywrócenie do pracy dyrektorki PG 5 Zofii Kukli czy też dyrektorki Czachowskiego Danuty Sawickiej? Cóż, te trzy sprawy niby są różne, ale mają wspólny mianownik - te panie nie były oczkiem w głowie wiceprezydenta Ryszarda Fałka, i same też nie tworzyly jego fan clubu. Na pewno w co najmniej jednym przypadku, a być może nawet we wszystkich trzech, były też interwencje u prezydenta z kuratorium od ludzi z Platformy Obywatelskiej, z którą PiS teraz w mieście współpracuje, sporą rolę odegrały też związki zawodowe (zwłaszcza ZNP), których pozycja i notowania w ostatnim czasie u głównego szefa magistratu znacznie wzrosły. Co ciekawe, do wszystkich trzech osób były rozmaite uwagi czy wręcz zarzuty, a im bardziej czas biegnie, tym mniej z tego zostaje... Wiem natomiast, że te powroty biją w sam PiS, bo słyszę, co ludzie nie związani z polityką na ten temat mówią... Była tu masa niekonsekwencji, przecież prezydent zarzekał się, że MDK to sprawa zamknięta... Tymczasem Elżbieta Sobkowiak wróciła i dalej robi swoje, z czego cieszą się najbardziej rodzice dzieci uczęszczających tam na zajęcia. Wprawdzie prezydent odgraża się, że zmieni funkcjonowanie MDK-u, ale to z kolei nie zmienia faktu, że władze strzeliły sobie samobója... Już prawie 100 tysięcy osób odwiedziło bardzo interesującego bloga http://emeryturazawieszenie.blogspot.com/ , na którym jest także link do mojego bloga, a który powstał po słynnej już akcji znanego radomskiego fotoreportera Mariana Strudzińskiego przeciwko ZUS. Można tam znaleźć naprawdę ciekawe rzeczy. Ja mam zaś sporą grupę czytelników z tego kręgu.
piątek, 04 maja 2012
Długi weekend trwa, ale Czytelnikom chyba już się trochę nudzi, bo dziś zaczęły się powroty na bloga. I dobrze, bo przecież piszę dla ludzi, choć pewnie z drugiej strony w takich dniach są lepsze rzeczy, niż akurat penetracja blogowej twórczości. Gazeta Wyborcza poruszyła dziś ważny temat, temat, do którego kilka razy odnosiłem się na Made in Radom. Pokazała dość krytyczne spojrzenie na radomskie obchody święta 3 Maja, bardzo sztampowe, jak większość tego typu ceremonii w mieście. Nic więc dziwnego, że przychodzą na nie, ci, którzy muszą, albo ci, którym zwyczajnie nie wypada nie być, czyli poczty sztandarowe, kombatanci, politycy, etc. Święto po radomsku to schemat: msza-wystąpienia-przemarsz. Kompletnie brakuje kreatywności i pomysłu, a taki stan trwa w mieście od szeregu lat. Święta takie są chętnie odwiedzane przez społeczność wtedy, kiedy są wyjątkowe, u nas kalendarz różnych obchodów jest tak przepełniony, że po prostu wszystkim lub prawie wszystkim one spowszedniały. Bo z góry można założyć, jak będą przebiegać. Niektórzy koledzy dziennikarze kpią nawet, że wystarczy mieć zdjęcie z takich uroczystości, aby napisać relację, nie biorąc w nich udziału... PiS i PO pokazały się na ulicach Radomia w święto flagi. Szału nie było, ale i być nie mogło. Ludzie są zmęczeni polityką, a w dodatku w długi weekend wybrali grille, a nie uczestnictwo w takich happeningach. Ale dobrze, że politycy promują to święto - liczę, że w przysżłym roku spotkamy się na deptaku wszyscy, bo flaga jest naszym wspólnym "dobrem" narodowym, i wokół niej można się 2 maja jednoczyć. Także po to, aby opinia publiczna nie postrzegała nas tylko jako krzykaczy i ludzi, którzy nie mogą znaleźć porozumienia. Dziś rozpoczęły się matury. Za wszystkcih uczestników trzymam kciuki, choć nie ukrywam, że jestem przeciwnikiem matur. To żaden egzamin dojrzałości, której wyznacznikiem nigdy nie był, nie jest i nie będzie. Ponadto sam spotkałem się z wieloma przypadkami, w których pracowici i systematyczni uczniowie polegli na maturze, bo stres, słabe samopoczucie, nerwy, czy np. problemy osobiste albo zwykły brak szczęścia spowodowały, że dobry uczeń albo nie zdał, albo zdał na minimum, a przeciętniak dzięki uśmiechowi losu wypadł całkiem nieźle. Jeśli takie coś ma być wypadkową dojrzałości, to nie róbmy sobie żartów. I jeszcze jedno - każdy uczeń dostaje na zakończenie roku szkolnego ocenę końcową z poszczególnych przedmiotów. Po co ponownie weryfikować jego wiedzę? Skoro zaliczył np. język polski na "6", to co ma udowodnić matura? A jeżeli już uznamy, że tak być musi, to zróbmy jeden test z kilku przedmiotów w jeden dzień i dajmy młodym ludziom spokojnie myśleć nad tym, jak ma wyglądać ich dalsza życiowa droga. A wybór wcale z wielu powodów prost nie jest... Palikot krytykuje dziś tzw. umowy śmieciowe, udając lewicowca, więc internauci przypomnieli mu pewną interpelację, która wspierała taki rodzaj umów. Przypominam więc i ja: http://orka2.sejm.gov.pl/IZ5.nsf/main/66CD1764 .
czwartek, 03 maja 2012
Zgodnie z zapowiedzią kolejna czwartkowa notka. Dziś Święto Konstytucji 3 Maja. Na placu o tej samej nazwie odbyły się jego obchody w mieście. Wzięła w nich także udział delegacja SLD: Leszek Rejmer (przewodniczący), Piotr Dujka (wiceprzewodniczący), Janusz Cichy (rzecznik prasowy) oraz radni Zenon Krawczyk i Jan Pszczoła.
Tak jak zapowiadałem, SLD po wyborze nowych władz będzie w ofensywie, także w kwestii uczestnictwa w różnych formach życia publicznego w mieście..
Kto reprezentuje w Polsce lewicę? Często padają jakieś bzdurne komentarze, że na pewno nie SLD, że Palikot, że Krytyka Polityczna, albo ktoś tam jeszcze. No to zerknijmy na sondaż, który ostatnio opublikował tygodnik "Wprost", ktory trudno posądzać o sympatie do Sojuszu: http://www.wprost.pl/ar/319806/Kto-reprezentuje-lewice-Polacy-Miller-i-SLD/ . Czy ktoś jeszcze ma wątpliwości? Ale nie tylko o SLD dziś będzie. Spore zawirowania przed wyborami wewnętrznymi w radomskim PSL. Na tyle silne są te turbulencje, że tylko patrzeć, jak któryś z pasażerów samolotu z nazwą partii wypadnie przez dziurę w jego poszyciu. Kapitan wydaje się twardo siedzieć w swoim fotelu, więc jemu raczej nic nie grozi. Ponadto ktoś przecież musi maszynę sprowadzić na ziemię. A cała zabawa kręci się wokół frakcyjnych walk, także z koalicją z PiS w tle. Bo są tam jej zwolennicy, ale nie brak też przeciwników, ktorzy najchętniej z miejsca wyprowadziliby Stronnictwo z tego sojuszu władzy, który dziś pozwala coś tam ugryźć z samorządowego tortu, ale za dwa lata grozi ludowcom już raczej tylko ścisły post. Więcej na ten temat być może wkrótce, chyba, że uprzedzą mnie media. Burza jakaś idzie, więc po mału będę kończył. Nie chciałbym, aby od pioruna padł mi komputer... :) Nareszcie się pozbierałem i wyruszyłem na leśną wędrówkę. Parno w lesie bardzo, więc idąc na łatwiznę, nie wziąłem aparatu fotograficznego (bo po co mi zbędny bagaż?). A tu nagle taka okazja - wąż, zaskroniec, jeśli się nie mylę, właśnie upolował małą żabę! Pozostała więc tylko komórka, więc wyrób foto jest bardzo lichej jakości. Ale zawsze to jakiś obrazek z życia Puszczy Kozienickiej...
"Normalna" notka jeszcze dziś. Zapraszam, będzie ciekawie!
środa, 02 maja 2012
Dzień spędzony w stolicy na sprawach osobistych i poniekąd zawodowych. Nie omieszkałem przy okazji zajrzeć do empiku w Złotych Tarasach, bo między ofertą w tych dwóch naszych, radomskich, a warszawskimi jest ogromna różnica. To byl jednak błąd, bo cała Warszawa postanowiła chyba akurat wyjść w tym czasie na zakupy. Trudno było nawet wejść na ruchome schody... Im szybciej tam wszedłem, tym szybciej wychodziłem. Daaaawno nie spierałem się z namiętnym ostatnio blogerem, posłem PiS Markiem Suskim, no to sobie dziś popolemizuję. Powodów jest kilka. Pierwszy to taki, że jedną z ostatnich notek Pan Poseł zatytułował tak oto: "Sierp i młot nadal górą". Motto do tej notki stanowiły dwa transparenty niesione przez gościnnie idących w pochodzie SLD i OPZZ trockistów bodajże, związanych z portalem www.1917.net.pl . To wystarczyło, aby Autor umieścił wymieniony wyżej tytuł, co jest zwykłą manipulacją, gdyż łatwo policzyć, jak procentowo ma się 10 osób do 26 tysięcy. Ale niech tam, w końcu na takiej retoryce PiS bazuje, więc niech sobie ma takie zdanie. Zaskoczyła mnie natomiast jeszcze bardziej dalsza część notki. Potem jest bowiem o majątkach postkomunistów, którzy do dzisiaj ponoć pławią się w luksusie, zaś ludzie antykomunistcznej opozycji klepią biedę. Nie przeczę, że takich przypadków nie ma, i w jedną, i w drugą stronę, ale niech już poseł z tą biedą w środowiskach PiS nie przesadza. Wystarczy przejrzeć oświadczenia majątkowe parlamentarzystów z PiS i z SLD np. żeby się przekonać, że w odniesieniu do Sojuszu słowa posła nie mają pokrycia. No, chyba, że do postkomunistów zaliczymy PO i Ruch Palikota, to wtedy można by jakoś je podciągnąć pod namiastkę prawdy. A krajowy majątek przejmowali nie tylko postkomuniści, wystarczy tylko przypomnieć udział w procesach przepływów majątkowych i kapitałowych Porozumienia Centrum, które stanowiło podmurówkę pod PiS. Jak Pan Poseł ma życzenie, to możemy się umówić na kawę i wskażę więcej takich przykładów, ale na blogu pisał o tym nie będę, bo z jednym się w pełni zgadzam - dziś w wolnej Polsce można oberwać nawet za puszczenie niewinnego pozornie nawet bączka na blogu i to z każdej strony. Klasa polityczna i nie tylko, jakaś nadwrażliwa się stała... Poseł Marek Suski cieszy się też z tarć na lewicy. He, he, Panie Pośle, przyganiał kocioł garnkowi. Macie większe problemy niż my, z Solidarną Polską czy PJN-em, więc euforia z powodu iskrzenia po lewej jest z deka nie na miejscu. Tym bardziej, że Palikot to nie żadna lewica, więc w naszej rodzinie panuje spokój jak nigdy. :) Tak naprawdę jednak to PiS powinien lewicę na dobre piwo zaprosić. Wspomniany pochód pierwszomajowy, a raczej jego niespotykanie duże rozmiary, najpierw zaskoczyły karmionych nieustannymi doniesieniami prorządowych mediów o głębokim kryzysie po lewicy polityków koalicji PO-PSL i na odpór nie trzeba było czekać. Dziś we wszystkich niemal proplatformianych mediach skupiono się nie na pierwszomajowym sukcesie SLD i OPZZ, ale pokazywaniu lewicy od tej złej strony. A to o kłótniach Millera z Oleksym, a to o rzekomym populizmie haseł głoszonych na pochodzie, etc. Takiego ujadania spodziewałem się zresztą już wczoraj, co nie zmienia faktu, że jest to wyjątkowo obrzydliwe dyspozycyjne pseudodziennikarstwo. Co ma do tego PiS? Ano ataki na Sojusz spowodowały chwilę wytchnienia dla Prawa i Sprawiedliwości, które na zmianę obrywa właśnie z owymi "postkomunistami", do których i ja się zaliczam, choć pościć, to ja raczej nie poszczę, a komunistą też nie jestem. :) A teraz zacytuję w całości pewien artykuł, który pokaże mechanizmy prób "rozmontowywania" SLD przez dwie oszołomione dziennikarki (?) "Gazety Wyborczej". Artykuł pochodzi z portalu Lewica24.pl: Czarnacka: „Wyborcza” łot de fak? Od paru tygodni czytam, czytam, czytam i nie bardzo rozumiem, o co właściwie chodzi „Wyborczej” w temacie SLD. Konkretnie – o co chodzi redaktor Agnieszce Kublik, a od przedwczoraj także redaktor Joannie Berendt z TOK FM. Bo kiedy ktoś inny dorywa się do głosu w tej sprawie, Sojusz wydaje się być partią, jak każda inna. Pióra Kublik czy Berendt malują jednak wizję apokalipsy, średnio dwa-trzy razy w tygodniu. Głupio się dzisiaj przyznawać, ale wychowałam się na „Gazecie Wyborczej”. Zaczęła wychodzić regularnie ledwie kilka lat po tym, jak nauczyłam się czytać, i chętnie trenowałam się w tej umiejętności na przedatowanych jej stronach, w które mama zawijała mi kanapki do szkoły. (Żartowałam, nigdy nie uznawałam noszenia do szkoły kanapek.) Wizja świata Łuczywo i Michnika towarzyszyła mi, kiedy dyskutowaliśmy w liceum z panią od Wiedzy o Społeczeństwie, podczas pierwszego głosowania – to chyba byłyby wybory prezydenckie w 2000 r. albo parlamentarne w 2001 r. Poszłam na filozofię, gdyż znałam z łamów „Wyborczej” nazwiska moich przyszłych profesorów... Potem to wszystko zaczęło pękać. Im dalej w las, tym bardziej wyraźne było ręczne sterowanie gazetą przez jej naczelnego. Wreszcie wybuchła afera Rywina, a niedługo potem moi znajomi wyraźnie podzielili się na dwie grupy – tych, którzy pisywali (lub chcieli pisywać) do „Wyborczej” właśnie, i tych, którzy pisywali (lub chcieli pisywać) do „Dziennika”. Agata Szczęśniak, koleżanka z Krytyki Politycznej, poszła pracować do „Gazety” w dziale opinii. Cezary Michalski rekrutował autorów do „Europy”. W tle „Trybuna” coraz bardziej szarzała, PiS szalał, a „Gość niedzielny” wciąż jeszcze sprzedawał się znacznie słabiej niż „Polityka”. Mimo wszystko kupowało się „Wyborczą”, żeby dowiedzieć się, co się dzieje na świecie i w Polsce. Pokutowało w nas jeszcze przekonanie, że zapisany w prawie prasowym obiektywizm gwarantuje, że można się opierać, jeśli nie na coraz mniej pluralistycznych „Opiniach”, to przynajmniej na dziale „Wiadomości”. Dziś jednak mówię: „dość!” Opowieść Joanny Berendt o przedwczorajszym Kongresie SLD, na którym nie tylko byłam, ale z którego wraz ze współpracownikami robiłam gęstą relację na Facebooku i Twitterze, ma się nijak do tego, co widziałam na własne oczy i słyszałam na własne uszy. A podobało mi się to, czego byłam świadkiem. Jak można mówić o „niepewności, pesymizmie i rozczarowaniu”, skoro sala była wypełniona po brzegi, z przewidzianego tysiąca miejsc aż 933 krzesła zajęli delegaci? Którzy wytrzymali do ostatniego głosowania przedłużającego się Kongresu, wysłuchiwali ostatnich, często dość zawiłych przemówień, choć przecież znacznie przyjemniej byłoby w ten upalny dzień wyrwać się na spacer po którymś z parków w centrum miasta? Nie znam się na kongresach i zjazdach, ale już po obradach Sejmu RP widać, że w gremium liczącym więcej niż sto osób zdyscyplinowane uczestnictwo w obradach zależy albo od determinacji, albo od kurtuazji. W obu przypadkach delegaci Sojuszu zdali egzamin. Egzamin zdała też struktura partii - bardzo trudny egzamin z demokratyzacji. Pierwszy etap był dosyć trudny, kiedy zgłosił się tylko jeden kandydat na przewodniczącego. Ale już w wyborach na jego zastępców widać było, że delegaci podchwycili nowe otwarcie i już z niego nie zrezygnują. Czy według redaktor Berendt to, że przytarli nosa nowemu przewodniczącemu – który, to prawda, nie mógł się powstrzymać i zarekomendował sześć osób na sześć stanowisk wiceprzewodniczącego, jak gdyby nie potrafiąc zostawić niezbędnego w demokracji marginesu swobody – to jest porażka Sojuszu? Dla mnie w tym nagłym oporze widać jego żywotność i siłę, nowe otwarcie, a nie żaden dramat. Łatwość, z jakim Sojusz przyjął uchwałę o parytecie płci wśród wiceprzewodniczących , zaparła mi dech w piersiach. Zaskoczyło mnie więc, że choć redaktorki „Wyborczej” ramię w ramię z Magdaleną Środą krytykowały Leszka Millera za seksizm i nawoływały Sojusz do zmiany postawy wobec kobiet, zapomniały odnotować swój, jakże wielki triumf... Ciekawe też, że autorka tekstu w „Wyborczej” tak swobodnie poczyna sobie z tzw. „kadrami”. Ryszard Kalisz, który wygłosił prawie półgodzinne przemówienie do dziennikarzy i o którym w żadnym razie nie dałoby się powiedzieć, że trzymał się na dystans, w relacji Berendt zmienia się w czytającego gazetę aroganta (na sali było za ciemno, żeby cokolwiek czytać. Szkoda, bo materiały były ciekawe). Katarzyna Piekarska według redaktor „może odejść”, tyle że na Kongresie odpowiadała retorycznie: „A gdzie indziej miałabym być?” Agata Czarnacka No, zgadzam się z Agatą Czarnacką w pełni! PS: Kolejna notka jutro.
wtorek, 01 maja 2012
Święto Pracy, jak przystało, uczciłem pracą i to zarówno umysłową - zawodową, jak i fizyczną. Ta druga sprawiała mi dziś wyjątkową frajdę, bo muzyczne tło stanowiły nie jak zwykle jakieś muzyczne kawałki, ale cudowny chór ptaków. Nie znam się specjalnie na ptasim śpiewie, ale rozpoznałem kukułkę, sikorkę i już nie śpiew, ale raczej ostre skrzeczenie sójek. Naprawdę zjawiskowe to było! Ci, którzy pochowali lewicę, dziś bardzo musieli się zdziwić. 26 tysięcy ludzi, mimo długiego weekendu i braku jakiejś szczególnej mobilizacji, przeszło w Warszawie w pierwszomajowym pochodzie. Wśród nich także delegacja radomska. Co cieszy wielkie pochody odbyły sie praktycznie w całej Europie. Ta nie ma wyjścia, i musi skręcić na lewo, co się już powoli dzieje (m.in. wybory na Słowacji i Francji). Mimo usilnie duszonej pozycji w krajowych sondażach już dziś można odczuć duże zainteresowanie SLD w Polsce - przez Facebooka potwierdzają to koleżanki i koledzy z całego kraju. Dostrzega to nawet ... Zbigniew Ziobro, którego trudno posądzić o lewicowe sympatie, a który zwrócił się do SLD i PiS o zmianę ustawy o wydłużeniu wieku emerytalnego po "nowym rozdaniu". Nie zwrócił się do Ruchu Palikota czy innego ugrupowania, ale właśnie obok PiS (co naturalne, bo tam polityk ma korzenie) właśnie do SLD. Także w Radomiu sprawy lewicy idą w dobrym kierunku - to widać, słychać i czuć. Szykują się poważne i spektakularne powroty, ale o tym jeszcze nie teraz!
Dla mnie jednak istotna jest pierwszomajowa retoryka. Jak już wielokrotnie pisałem i deklarowałem, należę do socjalistycznego skrzydła w SLD i dość daleko mi do socjal liberalizmu, którego i w SLD nie brakuje. I właśnie dziś usłyszałem hasła, które są hasłami wyrazistej partii lewicowej. Żadne tam korekty kapitalizmu Polakom są do szczęścia niepotrzebne, bo właśnie dziki kapitalizm spowodował, że 10 milionow Polaków popadło w ubóstwo, albo znalazła się na jego skraju. A następni czekają w kolejce...
A na tej fotografii część naszej, radomskiej ekipy :)
Podkreślam też, że w warszawskim pochodzie było mnóstwo ludzi młodych. Nacieszyli się już chyba Palikotem i zobaczyli, na czym polega tamten teatrzyk. I jeszcze jedno - czy można się dziwić, że Palikot nie zorganizował pochodu, tylko zasiadł z grupą sympatyków w Sali Kongresowej? Chyba frekwencja na pochodzie SLD i OPZZ stanowi doskonałą odpowiedź na to pytanie. No i zgadzam się z Leszkiem Millerem - jak promotor wydłużenia wieku emrytalnego mógł iść w lewicowej paradzie? Dziś, z okazji Święta 1 Maja notka wyjątkowo monotematyczna. No, ale skoro piszę ją lewicowiec, czy mogło być inaczej? A za rok do zobaczenia na pochodzie. Tym razem już w Radomiu! A na koniec mała niespodzianka z okazji 1 Maja: http://www.youtube.com/watch?v=4C-qBe5XGUA&feature=related :))) PS: Fotki są autorstwa Leszka Rejmera. PS 2: Po napisaniu notki otrzymałem od kilku osób pytania, jaka w końcu była frekwencja na pochodzie w stolicy? 15 czy 26 tysięcy? Nieporozumienie wzięło się stąd, że "życzliwe" media podawąły w tej kwestii poranną wypowiedź Leszka Millera, kiedy mówił on o 15 tysiącach. Tymczasem szacunki juz po zakonczeniu manifestacji mówiły o 26 tysiącach. Oto pierwsza publikacja z brzegu, jaką znalazłem: http://www.polskatimes.pl/artykul/565843,miller-na-pochodzie-sld-ma-400-tys-podpisow-pod-wnioskiem-o,id,t.html . PS 3: Także po napisaniu bloga otrzymałem od Leszka Rejmera fotkę z częścią radomskiej ekipy i podmieniłem ją kosztem "ogólnopolskiej".
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Dawnych wspomnień czar - dziś coś mnie naszło i nastawiłem sobie Radio Luxembourg. O, wprawdzie to nie te czasy, kiedy to za PRL-u szukało się zanikających fal tej kultowej rozgłośni, bo teraz mamy internet, ale słuchając kawałków z lat 70 z jakiejś "luxypodróby" (fakt, że także nadawanej z Marnach!) jakoś tak się nostalgicznie zrobiło... (he, he, w tym momencie prześwietlam wyobraźnią niektóre prawicowe mózgi i widzę, jak przebiega przez nie myśl: Karasiowi się za komuną tęskni! :) A tu tymczasem naprawdę rewelacyjne kawałki lecą! :) No dobra, czas wrócić z lat 70. do 2012 roku, podobno roku końca świata. Na razie jakoś jeszcze się ten świat telepie, choć chyba coraz marniej. Kapitalizm chybocze się mocno, nie znajdując pokarmu w kontrustroju, jakim był socjalizm. To tak jak PO żywi się dziś PiS-em i gdyby Jarosław Kaczyński odpuścił, to Platforma zatonęłaby szybciej niż powstała. :) Ot, takie nieco filozoficzne rozważania w poniedziałkowy wieczór do głowy mi się napatoczyły. Tzn. poniedziałkowy chyba z kalendarza tylko, bo ciągle mam wrażenie że dziś jest niedziela. Pomału wracam już jednak na lokalne podwórko. Wczorajszy wpis o szykujących się na lokalnym rynku medialnym zmianach poprzez przedruk w "GW zrobił nieco zamieszania - było kilka telefonów w tej sprawie. Niektórych ciekawość zmogła i prosili, abym coś bliżej na ten temat powiedział. No to mówiłem, co wiedziałem... Nie chce mi sie tego tematu wałkować, ale muszę wrócić na chwilę do marszu w obronie TV Trwam, bo mnie coś poirytowało. Głos na ten temat na swoim blogu zabrał Majkel, którego dziennik nieraz tu promowałem. Nie to żebym z Majkelem nadawał specjalnie na tych samych falach, bo chłopak (tegoroczny maturzysta), się uparł, że będzie robił blog "obiektywnego radomianina", ale tak po prostu -przecież w tym miejscu promowałem chyba wszystkie startujące dzienniki, także te prawicowe, a człowiek jest młody, więc tym bardziej chciałem, aby się przebił, bo głos takich ludzi powinien być dla nas, politycznych działaczy średniego pokolenia, głosem ważnym a może nawet i najważniejszym. :) No więc Majkel ów ośmielił się na blogu napisać, co sądzi o tymże marszu i nie były to sądy dla rozentuzjazmowanych jego uczestników specjalnie przychylne. Tymczasem zamiast jakiejś refleksji, przemyślenia, że przecież dobra frekwencja na marszu to efekt mobilizacji ludzi z całego regionu przez Radio Maryja i TV Trwam i nie tylko (bo także m.in. apeli części księży w niektórych parafiach miasta i regionu) i nie oznacza ona tak naprawdę niczego poza tą mobilizacją określonego elektoratu, na młodego mieszkańca Radomia na forum "GW", która wpis opublikowała, posypały się potężne gromy, niczym podczas jakiejś mocno elektrycznej burzy. Niemal zero merytorycznej dyskusji, a w roli głównej język nienawiści, histeria, ataki i całe steki wyzwisk, z których nie będę cytował nawet tych najłagodniejszych, bo bym tylko niepotrzebnie zrobił reklamę ich autorom. A swoją drogą aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby tej części fanów wolnych mediów oddać pełnię władzy - pewnie Majkel trafiłby do obozu internowania w Białołęce, a ja razem z nim (a może byłoby jeszcze gorzej). Jeśli tak ma wyglądać owa wolność mediów, to ja bardzo serdecznie za nią dziękuję. I choć czasami z Majkelem mocno się różnię, choćby w ocenie PRL, którą ktoś mu bardzo jednostronnie wklepał do młodej głowy, według obowiązującego dziś nurtu, to podejmuję z nim w takich sytuacjach twardą dyskusję "imienną" a nie anonimową. Bo to jest właśnie droga do wolności mediów - każdy przedstawia swoje zdanie, nie zaś tylko jedna strona, jakby chcieli niektórzy wyznawcy tych tak potrzebujących wsparcia "wolnych mediów". Inna sprawa, że chłopak doskonale poradził sobie bez mojej pomocy, a ciętą ripostą niemal ośmieszył tych, którzy schowani za pozorną anonimowością internetu, na niego naskoczyli. Sami blogerzy i ich internetowe dzienniki powodują jednak raczej na ogół łagodzenie obyczajów w miejskiej polityce. Bo czasem się mocno o coś tam potniemy, nawet bardzo ostro złapiemy, ale nikt się na nikogo nie obraża, a soczyste polemiki może i nieco rozgrzewają czytelników, wydaje mi się, że jednak w sposób bardziej "sportowy", niż konfrontacyjny. Dlatego tak bardzo dążyłem i dążę do rozwoju sceny blogerskiej i namówiłem lub sprowokowałem do zainicjowania takiej twórczości całkiem niemałą przecież grupę autorów. Bo ta wlaśnie scena spycha na margines internetu różnych takich netowych ekstremistów, chuliganów i "onepartytroli", jak nazywam zaślepionych i zabetonowanych poglądowo anonimowych komentatorów politycznych. Piszmy więc, spierajmy się, dyskutujmy, ale w oparciu o konkretne argumenty, nie zaś na zasadzie, że jak się z czymś nie zgadzamy to huzia na Józia, o, pardon, na Majkela tym razem! :) PS: I jeszcze moja osobista, bardzo prosta zresztą, definicja wolnego medium - to takie, które przedstawia poglądy różnych ludzi, partii, stowarzyszeń, grup społecznych i innych, nie służąc interesom tylko tej wybranej lub tych wybranych z jakiegoś powodu przez siebie.
niedziela, 29 kwietnia 2012
Na kilka bardzo poważnych zmian zanosi się na lokalnym rynku medialnym. Ostatnio na "giełdzie" chodzi wiadomość, że trzech przedsiębiorców - Jarosław Puternicki (portal Co Za Dzień), Jarosław Podolski (tygodnik Panorama Radomska) i Mariusz Purc (Salt @Pepper) zamierzają połączyć siły i stworzyć lokalny koncern medialny, który wydawałby portal, miesięcznik i tygodnik a także telewizję internetową, być może o wspólnej nazwie. Druga wiadomość jest taka, że na nasz rynek zamierza jesienią wejść bardzo poważny przedsiębiorca z zewnątrz z dużym projektem medialnym o bardzo szerokiej działalności, a trzecia, że także kolejny z radomskich biznesmenów zamierza po wakacjach inwestować w media, w tym mocno w internet. To, że w lokalnych mediach świat będzie należał do silnych, przewidziałem tu, na blogu, dość dawno temu, więc to jest jedyny możliwy kierunek na przyszłość. Ale jest też druga strona medalu - na radomskim rynku pieniędzy na mediach to się raczej nie zarobi. Jaka może być więc przyczyna aż takiego ożywienia? Nie wiem, być może wybory samorządowe, które zbliżają się coraz szybciej, a być może hobby. :) No, jedno jest pewne, aby wygrać z PiS nie da się bazować wylącznie na mediach istniejących, więc może tu jest pies pogrzebany? Ponadto zmiany będą zachodzić w już istniejących mediach, ale tego tematu rozszerzal nie będę - w jednej z redakcji proszono mnie, aby uszanować jej prawo do przekształceń i prawo do pierwszeństwa w informowaniu opinii publicznej na ten temat. Co niniejszym respektuję! Od kilku dni zbierałem się, aby skomentować artykuł, który pojawił sie na portalu "W polityce", portalu prawicowym i wyraźnie propisowskim, ale czytanym przeze mnie jako polityczna lektura obowiązkowa. Tytuł artykułu jest znamienny: "W Radomiu powstaje pomnik Lecha Kaczyńskiego, przy wściekłym sprzeciwie PO, RP i SLD". No, powiem, że prawdziwa jest tylko jego pierwsza cżęść - to, że pomnik powstaje. Używanie określenia "wściekly sprzeciw" w stosunku do zaprezentowania własnego zdania na ten temat, jest grubą przesadą. Ja tam tej wścieklizny nie widzę, a skoro PiS robił marsz w obronie wolnych mediów, to sam powinien respektować także prawo do tego, żw wznoszenie takiego pomnika w mieście nie musi się wszystkim podobać. I że każdy może takie zdanie wyrazić głośno... A poza tym Czytelników mniej i slusznie, bo są lepsze rzeczy w dlugi weekend niż politykowanie. Ale wszystkich sympatyków zapraszam na Made in Radom w te wolne dni, bowiem w tym tygodniu będzie tu naprawdę sporo ciekawych informacji. Tymczasem na dziś, przy niedzieli, juz wystarczy. Do zobaczenia więc jutro!
sobota, 28 kwietnia 2012
Zmobilizowali się na marsz. Walec przejechał po Platformie. Palikot chce zgody z SLD-ruch taktyczny?
Dziś przeszedł przez Radom marsz w obronie tzw. wolnych mediów. Zgodnie z moimi przewidywaniami, o czym mówiłem we wtorkowej audycji Radia Plus "Nic o nas bez nas", frekwencja była spora. Z obserwacji dziennikarzy wynika, że znaczna grupa fanów tychże "wolnych mediów" zjechała do nas także z zewnątrz. Elektorat PiS i sympatycy ojca Rydzyka raczej na długi weekend nie wyjeżdżają, a są znani z mobilności, więc karne stawienie się na marszu można było łatwo sobie wyobrazić. Zaskoczyła mnie tylko retoryka podczas wiecu - po Platformie poseł Suski przejechał się niczym walec po świeżo wylanym asfalcie. Tzn. to by mnie akurat normalnie nie zdziwiło, ale ostatnio w Radomiu były przecież w relacjach między politykami obydwu partii same ochy i achy. Jak to się przełoży na dalszą współpracę obydwu partii? O tym nieco dalej. Dodam przy tym temacie, że takie pochody są jednak dla uczestników budujące - sam wiem, bo przecież w naszych pochodach pierwszomajowych frekwencja była niewiele mniejsza, choć nikt z regionu czy Polski akurat nas nie zasilał. Nic tak nie mobilizuje, jak poczucie wspólnoty. Napiszę teraz coś, co może dla niektórych być dość kontrowersyjne, ale mój blog nie jest przecież dzienniczkiem wzorowego ucznia. Prawda jest taka, że sama PO dostarcza PiS-owi argumentów a czasem wręcz nawet prowokuje partię Kaczyńskiego do takich ostrych i radykalnych wystąpień, bo to ostatnia deska ratunku dla tonącej Platformy. Ta jeszcze liczy, iż ludzie z dwojga złego wybiorą tzw. mniejsze zło. Ale te obliczenia są zawodne - moim zdaniem "to se uz ne vrati". Nie zgadzam się z tezą, że samo PiS gra katastrofą smoleńską, a jeśli nawet tak, to nuty pisze tu Platforma. Od pewnego czasu jestem przekonany, że Donald Tusk zatracił instynkt samozachowawczy, co dzieje się w Polsce z politykami, którzy rządzą więcej niż jedną kadencję. Pozostaje pytanie, czy echa tych ostrych wystąpień przełożą się na współpracę lokalną między obydwoma partiami zawiązaną nie tak dawno w naszym mieście? Moim zdaniem nic się nie zmieni, ale polityka w wydaniu lokalnym jest czasem tak bardzo nieprzewidywalna, jak prognozy pogody autorstwa krajowych synoptyków. Symbioza PiS i PO istnieje przecież nie ze wspólnej miłości do Radomia, bo gdyby tak było, to zawiązałaby się już prawie sześć lat temu. Czemu więc istnieje? Zacytuję nieco tajemniczo stare polskie przysłowie: potrzeba jest matką wynalazków! Palikot chce zgody z SLD, Wysłał nawet list do szefa Sojuszu, Leszka Millera z propozycją pojednania. Bo RP nie jest ponoć wrogiem SLD. Pytam tylko, od kiedy nie jest, gdyż z niedawnych wypowiedzi samego Palikota wynikało co innego. Dziś rozmawiałem z jednym z przedstawicieli radomskiego Ruchu - przyznał, że chcieliby z nami współpracować, tym bardziej, że w mieście są słabi. Na razie oficjalnej propozycji rozmów jednak nie ma, ale ja nie bardzo umiem sobie wyobrazić współpracę lewicowego SLD z liberalnym Ruchem Palikota. Odrzucając już kwestie ideologiczne - różnimy się bardzo w wielu punktach socjalnych i gsopodarczych - my np. nie potrafimy poprzeć wydłużenia wieku emerytalnego. Druga wielka różnica to kwestie podatkowe - Sojusz uważa, że bogaci powinni placić wyższe podatki, RP, że mniej. To przecież fundamentalne różnice. Moim zdaniem propozycja wysłana do SLD to ruch taktyczny, by przed 1 Maja pokazać, że to Sojusz nie chce zjednoczenia lewicy. Powtarzam jednak uparcie - lewica nie głosuje za wydłużeniem wieku emerytalnego czy też za puchnącymi portfelami bogaczy. PS: Dziś odbył sie Kongres SLD. Ogólnopolskie media, w tym np."Gazeta Wyborcza" po raz sto dwudziesty piąty pochowały Sojusz. Dziennikarze relacjonujący kongres tak się wsłuchali w oklaski na sali, że rozpoznali nawet, że były one "bardziej uprzejme" niż "gorące". Ale prawdziwym "szczytem" dziennikarskiego kunsztu są bałachy typu: I choć na Leszka Millera głosowało 92 proc., to w partii z takiego obrotu sprawy jest bardzo wielu niezadowolonych. - Przecież to jakieś żarty - ocenia jeden z polityków SLD. - Nie, no jestem załamany - przyznaje inny. Najbardziej podobają mi się stwierdzenia: "ocenia jeden z polityków SLD" lub "przyznaje inny". Ależ mistrzostwo świata - gdzie do diabła ci ludzie uczyli się propagandy, bo z dziennikarstwem taka pisanina nie ma nic wspólnego? Z opowiadań wiem, że nawet na WUML-u czegoś takiego nie uczyli. To ja mogę na blogu napisać, że „jak mówi jeden z dziennikarzy GW, Adam Michnik pali jointy. I wciąga coś nosem - dodaje inny”. Albo jeszcze dalej idące posądzenia. Prawda, że przekonujące?
piątek, 27 kwietnia 2012
Nareszcie wiosna, a w zasadzie lato. Lubię ciepło, lubię gorąco, lubię upały, nie lubię duchoty. Turystyczny biznes też zaciera ręce, bo dla niego to szansa na dodatkowe zyski. Jak donoszą media, w Polsce "urlopowej" z cenami powariowali. Na własnej skórze sie o tym nie przekonam - na długi weekend zostaję w Radomiu, a jedyne wycieczki, to będą oczywiście spacery po Puszczy Kozienickiej. Ale we wszystkie dni będę tez pracował, tyle, że mniej. Ponadto szykuję pewne nowe przedsięwzięcie na rynku medialnym - czy wypali, nie wiem, ale spróbuję. :) Radom ponoć nie należy do miast atrakcyjnych turystycznie, a może po prostu od lat nie potrafi się sprzedać? W Sandomierzu też tłumów nie było, ale taki sobie serial emitowany w TVP, ktorego akcja toczy się w tym mieście, przysporzył miastu prawdziwych tłumów. Jestem zwolennikiem takiej właśnie niekonwencjonalnej promocji. Dostałem ciekawy list od Czytelnika. Wynika z niego m.in., że "strach czytać mojego bloga". Dlaczego? O tym poniżej: Nie myślałem, ze o tym napiszę do Pana, ale wprost powiem, strach czytać Pana bloga. Przewidział Pan kłopoty w zwiazku z tym, iż nasz rząd nie podał do publicznej wiadomości listy firm, które miały tzw. aferę z solą drogową, używaną jak spożywczą. Byłem wczoraj w interesach w Czeskim Cieszynie i podczas omawiania interesów w hotelowych pokojach konferencyjnych, Czesi wcale nie kryli oburzenia i wprost spytali: " W co Wy gracie?". Tłumaczę, że nie mogę odpowiadać za rząd, ale oni: "Wczoraj afera solna, dzisiaj jajeczna. Chcecie bysmy zaprzestali importu żywności od Was?". Ja wiem, ze oni nie żartują, bo już pismo do Parlamentu Europejskiego w tej sprawie skierowali. Dowiedziałem sie jeszcze jednej groteski, sól nie jest sprowadzana nawet ze Słowacji, gdyż Czesi nie maja pewności co do głównego źródła dostępu do soli na Słowacji, podejrzewają Polskę. Sprowadzają ją z Niemiec, tańszą i jednocześnie droższą zależy jak na to patrzeć. Może by któryś z parlamentarzystów namiętnie czytajacy pana bloga, poszedł po rozum do głowy i zapytał o to premiera i wymusił poprzez sejm podjęcie jakichś działań, zanim będzie za późno? Nooo, to chyba lekkie "przeszacowanie" Made in Radom - nie wydaje mi się, żeby parlamentarzyści czytali mój dziennik, a już raczej na pewno nie namiętnie, niemniej apel popieram. Dla mnie ukrywanie nazw firm, które ze szkodliwej soli korzystały, jest skandalem (gdyby nie była ona szkodliwa, nikt nie zabraniaałby chyba jej używać?). O pomnikach dziś ani mru mru. No może poza jednym porównaniem. W Radomiu "nie" dla pomnika Lecha Kaczyńskiego na Facebooku mówi już prawie 1200 osób, w Toruniu - tylko 72. Co jest grane? Nie podniecam się sondażami poparcia, popularności czy zaufania, ale ten okazał się dla mnie dość zaskakujący. Oto fragment artykułu z ogólnopolskiej "Gazety Wyborczej" dotyczący rankingu nieufności dla polityków: Liderem rankingu nieufności jest Jarosław Kaczyński, któremu nie ufa 54 proc. respondentów; na kolejnych miejscach są: Janusz Palikot (50 proc. deklaracji nieufności i 27 proc. zaufania); Donald Tusk (45 proc.); Antoni Macierewicz (43 proc. deklaracji nieufności, 20 proc. zaufania); Zbigniew Ziobro (40 proc. nieufności). Prawda, że zaskakujące wyniki? Przy okazji zwracam uwagę na fakt, że bardzo dobrze prezentują się w tym zestawie politycy SLD. Tymczasem do jutra. W każdy dzień długirgo weekendu notka będzie. Zapowiadam juz dziś parę ciekawych rzeczy!
czwartek, 26 kwietnia 2012
Spaaaaaaaać! Choć kocham nocne życie, oczywiście już to domowe, nie zaś "miejskie", to głowa opada mi na kolana. I mimo, że w długi weekend pracuję, to przynajmniej rano nie będę musiał zbyt wcześnie wstawać. Ale dość narzekania, bo Czytelnicy czekają na wpis, a wczorajsze notki znów przyciągnęły na bloga tłumy. Co ciekawe, myślałem, że ta przyrodnicza tematyka mało kogo zainteresuje, a tu się okazało, iż jest dokładnie odwrotnie! Dziś zacznę od ... pochwały prezydenta miasta. Wprawdzie będzie to pochwała za właściwe wykonywanie swoich obowiązków, a za to bierze przecież wynagrodzenie, ale niekoniecznie sprawa, o której napiszę, była zawsze za jego kadencji taka oczywista. Chodz bowiemi o święta 1, 2 i 3 maja, a w zasadzie o ten pierwszy dzień miesiąca. Otóż na początku działalności szef magistratu zwracał się do radomian, z prośbą o wywieszenie flag narodowych tylko w dniach 2 i 3 maja (pisałem o tym nie raz). Tymczasem drugi, czy trzeci rok (chyba drugi) w apelu kierowanym do mieszkańców 1-majowe święto także się znalazło. Biję brawo, bo w PiS ciągle jest całkiem niemała gromadka ortodoksów, która uważa, że władzy wolno wszystko, nawet negować oficjalne święto w kalendarzu. Na szczęście prezydent w coraz mniejszym stopniu jest jej zakładnikiem, choć liczyć się w jakiś sposób z takim klubem wcale niewesołego szampana musi. Reasumując - wreszcie w tej kwestii mamy normalność, a normalność niekoniecznie nstanowi w naszym mieście normę, stąd moja radość. Dziś uczestniczyłem w części konferencji pod nazwą "SOS., powstrzymacjie tę przemoc", która odbyła się w sali posiedzeń rady miejskiej. Sala była pełna, referaty, których wysluchałem, ciekawe, a problematyka niezwykle ważna. Stąd m.in. moja obecność na tej konferencji. Nie planowałem dyżuru w radzie, ale nieoczekiwanie przydałem się tam przypadkowo, bo dwie osoby chciały akurat spotkać się z radnymi, otrzymałem też kilka telefonów. Jedna z interwencji dotyczyła np. strefy płatnego parkowania - interesant przekroczył o 6 minut swój postój w strefie i dostał mandat. Pytał mnie więc, czy jeśli po wykupieniu biletu na godzinę wróci znacznie wcześniej, ma prawo dochodzić do roszczeń, aby odzyskać od miasta stracone pieniądze? Żalił się też, że pracownicy obłsugujący strefę nie mają nazwisk tylko numery i np. może on rozmawiać np. nie z Janem Kowalskim, ale numerem "019". Bonda się za bardzo naczytali, czy co? - pytał retorycznie zainteresowany. :) Po południu w sprawach rodzinnych byłem w Kozienicach, z przystankiem w Brzózie. Nie wiem czemu, ale bardzo lubię Kozienice i dobrze się tam czuję - jest to miasto czyste, schludne i bardzo sympatyczne. Podobnie czują się też chyba mieszkańcy, a przynajmniej ich więkoszść, nic więc dziwnego, że wybory samorządowe są tam tylko formalnością. Znalazłem tez czas na spacer po mieście - fajnie tak sie oderwać choć na chwilę od rzeczywistości. Nie wiem już ile tak naprawdę osób mnie czyta. Mam od niedawna trzy liczniki na blogu - stat4u, platformy Blox i Google Analytics. Różnice między każdym z nich są duże - najniższe wartości wykazuje pierwszy, najwyższe - ostatni. Dodam, że mam stałych Czytelników m.in. w Watykanie, RPA, Australii i ... Hollywood, jak wskazują statystyki! Najwięcej jednak w Irlandii, Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii oraz Federacji Rosyjskiej. Od czasu wizyty prezydenta Andrzeja Kosztowniaka czytają Made in Radom również na Tajwanie! A ponieważ wchodzą do mnie ludzie z całego niemal świata, mam swój udział w promocji miasta. Od postępowania władz zależy, czy będzie to promocja pozytywna czy negatywna. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||