..

RSS
czwartek, 24 kwietnia 2014

Komputer jeszcze nie dojechał, nie mam żadnej informacji z punktu napraw i jutro rano tam zadzwonię. A pisać na wiekowym laptopie niezbyt lubię.

Ze zdrowiem nadal średnio - czuję się chwilami naprawdę bardzo dobrze, a za moment już słabnę. Dziś sporo czasu spędziłem w łóżku, sporo tez spałem.

Pojawił się też inny problem, o którym nie pisałem - odpowiadając na pytanie o sytuację finansową, ze dajemy radę. 14 kwietnia otrzymałem z ZUS orzeczenie o pełnej niezdolności do pracy i mój dotychczasowy pracodawca musiał z automatu rozwiązać umowę. Nie wiem jak długo będzie trwał proces przyznawania renty i jaka będzie jej wysokość. Sytuacja wygląda więc mało ciekawie.

Poza tym psychicznie daję radę. Żyjemy jak gdyby nigdy nic, o to prosiłem rodzinę i tak stawiają sprawę i żona i córka.  Ale łatwe to nie jest, kto miał chorego na nowotwór w rodzinie ten wie najlepiej. Wiara podobno czyni jednak cuda, więc wierzymy wszyscy, że będzie dobrze....

21:01, bohdankaras
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 kwietnia 2014

Nie pisałem wczoraj notki, bo wezwałem pogotowie internetowe, tak mnie zirytował fakt, że nie mogę zwrócić dysku, który mi się nie instaluje na komputerze. Mechanik jednak orzekł, że sprawa jest bardzo poważna i zabrał maszynę na warsztat". Dziś około 17 miał przywieźć z powrotem, ale póki co sprzęt nie wrócił. Wprawdzie w rezerwie mam starego laptopa, ale jakoś tak nie miałem przekonania, aby go odpalić. Podobnie było i dziś - czekałem na powrót "kombajnu, jak nazywam komputer stacjonarny, ale skoro go nie mam to dwa dni przerwy w pisaniu byłoby zbyt długie. Oto więc jestem.

Co do zdrowia to czuję się średnio. Nic mnie wprawdzie raczej nie boli, ale za mocny ciągle nie jestem. Łóżko znowu ciągnie, ale być może to efekt gwałtownych wysiłków świątecznych. Nie ma jednak tragedii.

Z jedzeniem to już w zasadzie wszystko jem, ale niewiele rzeczy mi smakuje. To efekt tego braku śliny. Mimo to, odżywiam się jednak dość kalorycznie i solidnie i waga stoi w miejscu.

Dzień zleciał szybko, sporo oglądałem TV, wieczorem siatkówkę i piłkarską Ligę Mistrzów. Teraz będę czytał, a jutro z utęsknieniem czekam na powrót komputera... To tyle na dziś, więcej nie wykrzesam....

23:10, bohdankaras
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Zgodnie z planem wyruszyliśmy dziś na cmentarz na Firleju na grób niedawno zmarłej Mamy. Z powodu zabiegu w szpitalu nie byłem na pogrzebie, dzisiejsza wizyta była wiec dla mnie traumatyczna i dlatego na tym zakończę.

Stan zdrowia bez większych zmian, może dziś znowu troszkę słabszy byłem. Ale da się wytrzymać. Z jedzeniem byłem ostrożniejszy i menu było bardziej nabiałowe, poza świątecznym, delikatnym barszczykiem.

W telewizji ciąg dalszy beznadziei - jedynie musical "Fame" obejrzeliśmy z małżonką. Poza tym sieczka, niemal nic godnego uwagi.

Tak krócej dziś, ale nie jestem w dobrym nastroju...

19:21, bohdankaras
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 kwietnia 2014

Ha, dziś znowu zaryzykowałem. Pojechaliśmy z rodziną do Teściów, choć miałem obawy, bo wczorajszy dzień jednak trochę mnie osłabił. Wytrzymałem ponad 4 godziny, gdyż fajnie spotkać się z rodziną i pogadać w takim gronie. Jak każdy Polak, mimo problemów z brakiem śliny, pojadłem, a z pieczonej gąski najlepiej wchodziła mi skórka, którą także otrzymałem od żony i córki. Czas leciał szybko, ale w końcu poczułem zew łóżka i wróciliśmy.

A w domu poleżałem, popatrzyłem w TV na sport, bo program jest żenujący, teraz zjadłem ciasto na kolację i piszę blog.

Dziękuję za wszelkie życzenia, otrzymałem ich multum, często od osób, z którymi lata nie miałem kontaktu. Nie odpisywałem, jak już zaznaczałem, bo nie sposób odpowiedzieć na kilkaset maili i smsów.

Teraz zacznę sobie czytać. Te kilkanaście już rozgrzebanych książek zobowiązuje przecież, a udało mi się za naprawdę grosze zamówić kilka pereł. Np. Augustyna Necela o wojnach polsko-szwedzkich za kilka zł czy inne historyczne Kazimierza Korkozowicza, np. "Nagie ostrza" w jednym wydaniu z "Przyłbicami i kapturami". Genialne pozycje, ale chętnie do nich wrócę. PRL, tak powszechnie krytykowany, w dziesiątkach tysięcy drukował nieideologiczne pozycje, do których dziś mało kto sięga, a szkoda, bo np. twórczość Necela opiewa historię Kaszub z podkreśleniem polskości. Korkozowicz jest bardziej znany, wiec o nim nie piszę. Kilka groszowych pozycji Ludluma tez kupiłem i będę miał teraz wszystko co wydał, z pominięciem pośmiertnych "podróbek". Jego właśnie, Forbesa, Higginsa, Folleta i Rollinsa traktuję jako czołówkę literatury sensacyjnej. Dan Brown jest pod koniec pierwszej dziesiątki, bo trochę to wszystko ma na "jedno kopyto". Podobnie jak Forsyth. Trochę też studiowałem ostatnio kilka pozycji o pisaniu scenariuszy - to moje marzenia, by taki napisać. Próbowałem wiele razy, ale wszystkie moje "książki" i scenariusze szły do szuflady jako ciągle mało dojrzałe. Teraz myślę, że już czas się przymierzyć, tym bardziej, że co tu z czasem robić, choć tak naprawdę mnie się nigdy nie nudzi.

No i historia II Wojny - to moja wielka pasja. O samym Hitlerze wiem tyle, że spokojnie mógłbym prowadzić wykłady, podobnie jak o nazistowskiej propagandzie i mechanizmach jej powstawania oraz mechanizmach popularności nazizmu i uwielbieniu samego wodza. Teraz więcej czytam o samym końcu wojny i oczywiście kampanii wrześniowej, która jest naprawdę fascynująca, gdy się człowiek dobierze do odpowiednich źródeł. Niestety, ale wiele pozycji trąci "komerchą" dziś i pod zgrabnymi tytułami czai się bezwartościowa papka, dlatego zakupy czynię z wielką starannością. Uwielbiam np. Wołoszańskiego, ale czy ktoś zauważył, że pisząc czy kręcąc filmy o II Wojnie nie rozwiązał on żadnej zagadki? Stawianie zaś niezliczonych pytań, np. jak w przypadku kompleksu Riese, jest na dłuższą metę męczące, gdyż pozostają one bez odpowiedzi. No, ale pieniądz się tłucze. Oglądam to mimo wszystko chętnie, gdyż narracja jest niezła, wiele jednak do mojej wiedzy nie wnosi.

Trudno w TV o wartościowy film. Żałuję jedynie, że odpuściłem "Buntownika bez powodu", którego dawno nie widziałem, ale pory emisji nie odpowiadały mi. A tak to nic w tej TV nie ma. co byłoby w moim guście. Nie mówię o dobrych filmach, ale wyświetlanych ostatnio wielokrotnie...

21:19, bohdankaras
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 kwietnia 2014

A jednak! Po odwiedzinach kolegów w domu, wsiadłem z żoną w samochód i pojechałem do Taty. Był bardzo zaskoczony, bo miała być tylko żona z córką. I dałem radę, drobne zawirowania w głowie i słabe nogi nie stanowiły większego problemu. Wcześniej poświęciliśmy koszyczek wielkanocny, także żona zajrzała do EuroAGD w ramach reklamacji dysku, ale oddali ten nieczynny, że u nich działa i nic nie załatwiła. Tak więc może i jutro dam do teściów wyjechać radę. Choć siedzieć za długo też nie mogę.Tata czuje się nieźle, trochę mu smutno po śmierci Mamy, ale ma świetną opiekę ze strony brata i bratowej, którzy dojechali don w minutę po naszym wyjściu. Podrzuciliśmy też trochę wiktuałów. Smutno bardzo bez Mamy było, ale Tata mówił, że już chciała umrzeć, tak się męczyła...

Wiele osób pyta nas jak, jak radzimy sobie finansowo. Na razie - odpukać - dajemy radę. Kredyt mocno dusi, ale przecież nikt nam go nie wepchnął.

W domu zjadłem wielkanocny barszcz, pyszny śmietanowiec z truskawkami, w wykonaniu żony. Pojechała teraz po drugi, gdyż nie spodziewała się, że tak szybko będzie znikał. Buzia trochę szczypie, ale bywało dużo gorzej. Teraz oglądam piłkę nożna, w akcji Roberta Lewandowskiego, który według mnie powinien być wzorem dla wszystkich sportowców. Talent i ciężka praca owocują wielkimi sukcesami.

A teraz pozwólcie, że wszystkim złożę życzenia zdrowych i spokojnych Świąt. Jak będą zdrowe i spokojne to automatycznie wesołe, i tego się trzymajcie! Znajdźcie też czas na refleksję i zadumę, konsumpcjonizm niczego za nas nie załatwi. Tak jak i "niewidzialna ręka rynku". A jutro już wracam. I z góry przepraszam, że nie odpisuję na życzenia mailowe i smsowe, ale jest ich aż tak wiele, że pół dnia musiałbym odpowiadać. 

15:58, bohdankaras
Link Komentarze (2) »
piątek, 18 kwietnia 2014

Ciąg dalszy powrotu sił. Nawet udało mi się kilkadziesiąt kroków na zewnątrz zrobić, korzystając ze świetnej pogody. W odwiedziny do Taty jednak jutro jadą żona z córką. Ja jeszcze na tylw mocny się nie czuję.

Dzień zszedł mi na grzebaniu za supertanimi książkami na Allegro. Za 2 - 3 zł można kupić perełki w bardzo dobrym stanie, także z niewielkim kosztem przesyłki. W efekcie za 4 - 6 zł można już coś naprawdę fajnego. To moje nowe hobby, oczywiście większość pozycji trafiają na listę zakupów, a jak coś jest superfajnego, to od ręki kupuję. To moje hobby mnie pochłania a czas leci jak z bata strzelił.

Sporo życzeń, w tym zaskakujących. Jutro wpadną też na moment koledzy radni. Miłe, choć jeszcze też do takich wizyt "pałera" nie mam.

O ile generalnie jest lepiej, to sypie się buzia po chemii. Coraz więcej potraw szczypie,miałem też problemy aby pogryźć pieczyste, które żona dala mi na spróbunek. Za to  galareta od teściowej - mniaaam, paluszki lizać i bez problemów weszła.

Krótki melduneczek dziś jedynie, ale już wskakuję do łóżka, bo mało dziś leżałem, choć pewnie to i dobrze. Poczytam sobie troszkę jeszcze - Rollinsa "Amazonia" dziś na rozkładzie. Pasjonująca lektura!

23:33, bohdankaras
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 kwietnia 2014

No nie pospałem dziś w nocy wcale niemal, a to dlatego, że znalazłem w programie nową wersję "Westerplatte", której nie widziałem, a wyemitowana ja ok. 3.15 rano. Potem więc jedynie mała drzemka i już wstałem po 7. Ale to świadczy, że z siłami dramatu już mnie ma - pomału podnoszę się z łóżka... Dziś pójdę wcześniej, choć teraz arcyciekawy mecz ligowy siatkówki jest Resovia - ZAKSA.

W dzień z silami też nie było najgorzej. Odczuwać już pomału jednak zaczynam ten brak snu. "Szczypawki" się nie aktywizują - trochę przy jedzeniu odczuwam dyskomfort. Dziś zona na obiad zrobiła młodej kapusty z boczkiem i kiełbasą - dość pożywne to było. Sporo jem koziego sera, który w coraz większym asortymencie pojawia się w sklepach, a ja go uwielbiam.

Jutro już może lekki krótki spacerek wznowię po działce. Czas ruszyć się, ale ocenimy najpierw siły na zamiary. Trochę jednak na wadze spadłem i zostałem bez ... spodni. Stąd moje dziewczyny musiały dokonać zakupów "zaocznie". Za drugim razem się udało. Ale w ogóle chodzić nie mam w czym, poza zimowym niewielkim zestawem.

Z książek dotarła tylko kurierem "Rzeka ciemności" Levy'ego - ciąg dalszy historii konkwisty. To kolejny temat, po II Wojnie, który mnie rajcuje. Ale na razie nie rozpoczynam lektury, podokańczam inne rozpoczęte. Kupiłem też twardy dysk, aby zgrać zdane z pełnego komputera, jednak nie wiem czemu nie zadziałał i bez wizyty "złotej rączki" się jutro nie obejdzie, mimo okresu przedświątecznego. Mówię przez tę jamę ustną dość słabo, na szczęście jednak zawsze potem się ona regeneruje. Wyjście z domu natomiast na Święta ciągle jeszcze pozostaje w sferze marzeń....

21:02, bohdankaras
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 kwietnia 2014

Przed Świętami ruch na blogu trochę mniejszy, co nie znaczy, że mały. Ale przecież każdy ma masę zajęć - u mnie wszystkie spadły siłą rzeczy na żonę i córkę. Czy jednak wyjdę z domu w Wielkanoc? Na razie to mocno wątpliwe, jednak nadziei nie tracę...

Dość groteskowo wyglądają u nas kulinarne przygotowania do Świąt. Każdy stawia na co innego - córka od dłuższego czasu żywi się "fit", więc dieta musi być specyficzna siłą rzeczy. Ja jem mało, ale wiele rzeczy ciągle jest nie dla mnie. No i pośrodku małżonka, która musi to wszystko pogodzić i sama też przecież czasem lubi coś ciekawego przekąsić...

Z porządkami daje sobie radę, ale robi to metodycznie, powoli. Ostatnio robiła większe porządki pod moją nieobecność, więc aż takiego nawału nie ma...

Zdrowie - siły powoli, ale systematycznie wracają po ostatniej chemii, ale niestety i "szczypawki" jamie ustnej też. Generalnie jednak słabizna jeszcze jest, ważne, że mniejsza jednak, z tą drugą dolegliwością nauczyłem sobie radzić.Ale apetytu zbyt wielkiego to nie mam... Oczywiście małżonkowego śledzika zamówiłem w śmietanie, a jakżeby inaczej... Choćby nie wiem jak szczypało to zjem i już!

Na  święta w TV lipa, jak pisałem, więc na Allegro parę ciekawych, tanich pozycji książkowych wyszperałem. Nie wiem jedynie czy zdołają dojść, ale i tak na rozkładzie mam 9 pozycji teraz rozpoczętych, choć dziś np. zaległości w tygodnikach, w tym sportowych, po słabiźnie odrabiałem. Dominuje oczywiście literatura faktu z II wojny, choć też sprezentowaną "Wszyscy ludzie prezydenta" chłonę i rozczarowujący "Futbol obnażony" kończę. Pisząc te słowa śledzę natomiast Puchar Hiszpanii Real - Barca.

No i pospać więcej muszę, bo śnię i zasypiam bez problemów, ale coś koło 5 rano się budzę, a jeszcze niedawno 24 godziny na dobę mogłem kimać. Czekam też na ocieplenie i może jakieś spacery wreszcie... Notki oczywiście będą niemal codziennie, choć w Święta tradycyjnie o nieco mniej emocjonalnie treści...

22:16, bohdankaras
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 kwietnia 2014

Dzień podobny do wczorajszego, poza tym może, że po południu jakby odrobinę poprawiły się siły. Tzn. trudno to jednoznacznie stwierdzić może, ale takie odnoszę wrażenie. Trochę za to szczypanie w jamie ustnej lekkie wraca, ale na razie nie na poziomie jakimś mocno dokuczającym.

Sporo telefonów, ale musiałem przepraszać, bo nie byłem w stanie rozmawiać. Ale wszyscy to rozumieją...

Poza tym leżenie, TV, głównie sport. Na święta program żona kupiła - katastrofa. Media nie dbają o widza, chyba licząc, że on w taki czas to tylko konsumować może, nie zaś cieszyć oko patrzeniem w TV.

Poza tym stan nie jest zły. Dziś okazało się także, że ciśnienie jest zmienne na zewnątrz, to też mogło i może mieć wpływ na słabszą formę. Pozwolicie więc, że ponownie szersze pisanie odpuszczę, na to jeszcze przyjdzie czas... :) A teraz muszę ładować akumulatory.

22:28, bohdankaras
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Uffff, to była prawdziwa wyprawa! Poranny wyjazd do ZUS o mało nie skończył się klapą, bo po wyjściu z samochodu bliski byłem zasłabnięcia, a tam trzeba było doczłapać do biur. Ale nadludzką siłą woli udało się trafić na miejsce, nawet długo to nie trwało, a ostatecznie lekarz stwierdził dwuletnią niezdolność do pracy.

Teraz musimy zastanowić, co dalej. Wyboru nie ma, jednak poukładać to trzeba wszystko. Po powrocie w domowe pielesze pozostało już tylko łóżko. Podejrzewam, że tak zastrzyk na szpik działa, bo po poprzednich wyjściach też tak było, choć w skali mniejszej (ale to już 4 chemia przecież). A i koledzy się żalili, że po tych zastrzykach zanim się poprawi, to się pogorszy.

Nie uwierzycie, ale nawet siły przytrzymać gazety czy książki nie mam. Z drugiej jednak strony samo samopoczucie nie jest jakieś tragiczne. Tylko ta słabość. Ponadto piszę notkę po raz drugi, bo nie zapisałem treści i jakiś błąd pierwszą wersję usunął.

Śmiejemy się, że żona ma w domu niemowlę, taki bezradny jestem. Jem nadal nieźle. O dziwo po chemii szczypawki – jak na razie do jamy ustnej nie wróciły - więc łatwiej jest jeść. Czekolady nawet trochę skonsumowałem, gdyż hemoglobina była niska na ostatnich wynikach.

Mentalnie mimo tego porannego „piekła” nie jest najgorzej. Jakby siły wróciły to byłoby całkiem całkiem. Kaszlu nie ma, bóli jakichś większych też, więc tylko te siły. Ale zaraz jeszcze protein, które ze szpitala otrzymałem wprowadzę i będę dalej ładował akumulatory. I przeprosić zarazem muszę, że znowu krótko, ale przerasta mnie dziś nawet siedzenie przy biurku. "Łócho" ciągnie baaardzo.....

19:40, bohdankaras
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 257